Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Atak nożownika w szpitalu w Jastrzębiu był miesiąc temu. Jak się czują ranne wówczas osoby? Co się zmieniło w lecznicy?

Mija blisko miesiąc od ataku nożownika w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju. 26 czerwca 19-letni mężczyzna wszedł do budynku lecznicy. Dostał się na oddział gastrologii i tam zaatakował dwie kobiety, w ich obronie stanął lekarz, poszkodowana została także pielęgniarka. Poważnie ranni czyli pacjentki szpitala i doktor byli operowani. Czy wrócili już do zdrowia?

Atak nożownika w Jastrzębiu-Zdroju

Szacowany czas czytania: 03:07

 Atak nożownika w szpitalu w Jastrzębiu był traumatycznym przeżyciem dla personelu i pacjentów

Mówi lekarza zarządzający oddziału chirurgii ogólnej i chirurgii onkologicznej jastrzębskiego szpitala, Artur Ploch:

Artur Ploch: Dwie panie, które były naszymi pacjentkami, z tego co wiem, to są jeszcze pod kontrolą naszej poradni, mają usuwane szwy. Gojenie postępowało dobrze, także myślę, że z ich zdrowiem jest wszystko w porządku. Czeka je jeszcze wykonanie tych procedur, które nie zostały wykonane, z powodu których zostały pierwotnie przyjęte do szpitala, bo one się nie odbyły, one się też odbędą na naszym oddziale. Pacjentki nie chcą leżeć na oddziale na drugim piętrze, jest to dla nich zbyt traumatyczne. Ustaliliśmy, że my przyjmiemy te pacjentki, one będą u nas.

Także ranny lekarz, wrócił już do zdrowia oraz… do pracy

– dodaje doktor Ploch.

Przypomnijmy, że to dzięki jego bohaterskiej postawie napastnik został zatrzymany i nie doszło do większej tragedii. Wiadomo, że ujęty 19-latek był pod wpływem narkotyków. Po zdarzeniu pojawiły się zarzuty, że system zabezpieczeń w placówce jest zbyt słaby. Czy wprowadzono jakieś nowe rozwiązania? Mówi dyrektor jastrzębskiej lecznicy, Robert Ostrowski:

Robert Ostrowski: Zamknęliśmy dojście bezpośrednie do izby przyjęć, została tam zamontowana kamera, wideofon. Drzwi na izbę przyjęć, nie tam, gdzie karetki podjeżdżały, tylko z boku dla pacjentów są otwierane  tylko przez ratownika medycznego. Również przeszliśmy się po oddziałach w miejsca, gdzie jeszcze nie jest, a wszystkie wyremontowane oddziały posiadają ograniczenie dostępu. Pracownicy sobie mogą otwierać to własnymi kartami identyfikacyjnymi. Wszędzie tam, gdzie było to możliwe technicznie, bo to też jest ważne, będą zainstalowane – bo musiały być zamówione w trybie zamówień publicznych – ograniczenia dostępu.

Atak nożownika w szpitalu w Jastrzębiu wymusił zmiany

W planach jest wprowadzenie także kolejnych rozwiązań mających poprawić bezpieczeństwo – dodaje dyrektor Ostrowski:

Robert Ostrowski: Opracowujemy program wymiany wszelkich drzwi, zamków, kamer – zainstalowania ego ale to już na przyszły rok, bo to już jest wielomilionowa inwestycja. System monitoringu już mamy, będzie rozbudowany. Dodatkowo te właśnie zabezpieczenia wejść na poszczególne oddziały, odcinki lub miejsca, tak jak tu mamy na przykład poradnie – to też będzie ograniczone  i dodatkowo jeszcze chcemy postępowanie na ochronę fizyczną.

Robert Ostrowski, dyrektor WSS nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju / fot. Radio 90

Docelowo w szpitalu pojawi się dwóch lub trzech pracowników ochrony – dodaje dyrektor Ostrowski.

Doktor Artur Ploch apeluje natomiast by ograniczyć do niezbędnego minimum odwiedziny chorych w szpitalu:

Artur Ploch: Dzisiaj, w dobie telefonów w każdej kieszeni wideorozmów, naprawdę chyba nie ma potrzeby odwiedzania pacjentów, którzy wylądują w szpitalu na 48 godzin. Rozumiem wszystkich, którzy długo leżą w szpitalu, ale naprawdę nie ma to żadnego sensu. Już nie trzeba przywozić rosołu i kompotu, te czasy już bezpowrotnie minęły. Przypomnę tylko, że naprawdę nie minęło wiele lat od czasu, kiedy ludzie w szpitalu mogli odwiedzać trzy razy w tygodniu po godzinie i wszyscy funkcjonowaliśmy, a telefony były dwa w bloku. Naprawdę dzisiaj jest inaczej. Trzeba pomyśleć o tym, żeby jednak zmniejszyć ilość odwiedzających. Nie ma to żadnego sensu.

Dodajmy, że śledztwo w sprawie ataku nożownika wciąż trwa. W jastrzębskim szpitalu wojewódzkim był reporter Radia 90, Robert Krzyżaniak.

Autor: Robert Krzyżaniak

REKLAMA