Radio 90

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

 

Bronili, bronią i będą bronić miejskich spraw. Poznaj rybnickie Bractwo Kurkowe [FOTO]

Facebook Twitter

Ich tradycje sięgają 1000 lat. Kiedyś mieli za zadanie bronić mieszczan przed napaścią i grabieżami. Dziś nadal zajmują się sprawami miejskimi, biorąc czynny udział w życiu społecznym mieszkańców. Ich sztandar i mundury można zauważyć na każdych większych uroczystościach. Nadal są ważną częścią tkanki miejskiej, także tej rybnickiej. Dzieje się zmieniają, a oni ciągle robią swoje podtrzymując ducha historii i patrząc perspektywicznie w przyszłość. Poznajcie rybnickie bractwo kurkowe.

Robert Bugla, aktualny hetman bractwa kurkowego w Rybniku.

W Rybniku bractwo zostało reaktywowane w 1995 roku. Jednym z pierwszych członków bractwa jest Lech Gęborski aktualnie pełniący funkcję mistrza ceremoniału Rady Starszych Bractwa Kurkowego miasta Rybnika. Zacznijmy od początku i sięgnijmy do korzeni.

Początki bractw kurkowych w Polsce i Europie

Radio 90: Bractwo Kurkowe ma tysiącletnią tradycję.

Lech Gęborski: Tak, pierwsze bractwo kurkowe powstało w 1007 roku, w którymś z miast niemieckich, czyli w XI wieku. Była to struktura, która miała chronić mieszczan przed różnymi sposobami na bandytyzm, a było tego sporo w tamtych czasach, bo nawet okoliczni rycerze, jak im w kasie zabrakło, to uzupełniali sobie zasoby w najbliższym mieście. Bez pardonu zabijano, palono, grabiono. Mieszczanie cierpliwie to znosili, ale ileż można, w związku z tym postanowili w pewnym momencie chronić się za murami. Takie miejsca, które można już było nazwać miastami, otaczano murami obronnymi, na straży stali mieszczanie, którzy na co dzień uprawiali swoje zawody, a żeby przygotować się do sytuacji dramatycznych: napad, pożar, pomór ćwiczyli się pod okiem fachowców- rycerzy w obronie murów, w utrzymaniu ich w dobrym stanie technicznym. Każdy odcinek muru był jednak uczony innego sposobu obrony i raz w roku konfrontowano swoje działania na takich manewrach wojskowych, żeby ujednolicić te wszystkie działania, które się zaczynały od odbicia dzwonu. Tak jak dzisiaj wyglądają manewry np. straży pożarnej, tak można to trochę odnieść do tamtych czasów.

Radio 90: Przykładem są mury obronne Krakowa, których poszczególne części mają swoje nazwy.

Lech Gęborski: Tak, rajcy miejscy – im bardziej się poznaje ich sposób myślenia i postępowania, tym większy szacunek im się należy – doszli do wniosku, że muszą się posługiwać już zorganizowanymi grupami społecznymi i to były: gildie kupieckie, cechy rzemieślnicze, organizacje przykościelne. Te grupy dostawały pod opiekę jakiś odcinek muru i mieli obowiązek pielęgnować go i na tym odcinku uczyć się obrony tego fragmentu muru. Zatrudniano rycerza, który ich tego uczył i żeby obrona stanowiła pewną całość, organizowano raz w roku manewry.

Powstanie Bractwa kurkowego w Rybniku

Radio 90: Kiedy powstało bractwo kurkowe w Rybniku?

Lech Gęborski: XIX wieku, z tym że wtedy administratorem tych ziem byli Niemcy w związku z czym były to wszelkie formacje paramilitarne niemieckie. Po plebiscycie, kiedy Rybnik został przyłączony do Polski, powstało bractwo kurkowe. Zawiązało się w lipcu 1924 roku z inicjatywy Józefa Mandrysza, obywatela Rybnika. Ich zadaniem było kultywowanie polskości i układanie tej polskości w tamtych czasach i w tym miejscu. Wykonano wtedy kawał potężnej roboty. Byli to zamożni ludzie: rzemieślnicy, kupcy, restauratorzy, urzędnicy państwowi. To dawało wielki potencjał zarówno intelektualny, jak i materialny. W 1929 roku obchodzono 5-lecie powstania bractwa rybnickiego. Niewiele materiałów pozostało do dzisiaj z tamtego okresu, ale akurat ten fragment wydarzeń z 1929 roku był ujęty w wydanej broszurze na tę okoliczność. Te broszury także służyły do reklamowania się, tak jak dzisiaj się reklamują ludzie ze swoimi umiejętnościami, tak i wtedy reklamowały się np. fabryka win, która wydała właśnie ów biuletyn.

Radio 90: Czy bractwo kurkowe miało jakiś swój majątek?

Lech Gęborski: Udostępniali swój prywatny majątek. Np. spotykali się w restauracjach, których byli właścicielami. Jeżeli chodzi o jakiś konkretny majątek, to wiemy, że kupili strzelnicę, ją wyposażyli i oddali do użytku. Była to organizacja bardzo dynamiczna i dobrze się rozwijająca. Ona prawdopodobnie była na dzisiejszej ulicy Strzeleckiej w Rybniku. Nigdy żeśmy do tego miejsca jednak nie dotarli, roszczenia do tego miejsca są już przedawnione.

Losy rybnickiego Bractwa Kurkowego w czasie II wojny światowej i PRL-u

W czasie II wojny światowej, jako że bractwa kurkowe krzewiły polskość i były organizacjami paramilitarnymi, zostały zdelegalizowane. Po II wojnie światowej władze PRL-u nie dopuszczały do odradzania się bractw. Jako wyjątek pozostawiono tylko bractwo w Krakowie. Rozmawialiśmy z Robertem Buglą, aktualnym hetmanem bractwa kurkowego w Rybniku.

Radio 90: Bractwa kurkowe nie były wspierane przez rząd PRL-u.

Robert Bugla: To jest mało powiedziane, że nie były wspierane, po prostu nie mogły istnieć. Bractwo rybnickie przez cały okres komunizmu nie istniało. Zostaliśmy reaktywowani w 1995 roku.

Reaktywacja rybnickiego Bractwa Kurkowego w III Rzeczpospolitej po upadku komunizmu w Polsce.

Lech Gęborski: Mamy tutaj wielkiego patriotę w Rybniku, który się nazywa Adolf Siemaszkiewicz i on poznał historię międzywojennego bractwa i postanowił ze swoimi przyjaciółmi reaktywować bractwo. Stało się w 1995 roku. Ja przystąpiłem do organizacji w 1997 roku. Tak się złożyło, że w tym samym roku zostałem hetmanem bractwa. Zaczęliśmy wtedy od podstaw, nie mieliśmy kompletnie nic. Trzeba było poznać w ogóle historię bractw kurkowych, trzeba było poznać historię rybnickiego bractwa. Zastanawialiśmy się jak nawiązać, co wyciągnąć z tamtych czasów do współczesności. Naszą podstawową tezą była aktywizacja społeczeństwa wokół swojego miejsca rodzinnego. Wiadomo, że administracja jakkolwiek by ona nie była czy państwowa, czy samorządowa ma potężny zakres swoich obowiązków i nie ze wszystkim nadąża, więc takie działania społeczne, które są i opiniodawcze i stymulujące pewne działania, były potrzebne.

Lech Gęborski, mistrz ceremoniału Rady Starszych Bractwa Kurkowego miasta Rybnika

Rozwój bractwa kurkowego w latach 90.

Lech Gęborski: Krok po kroku zaczęliśmy organizować imprezy, widowiska historyczne. Między innymi chcieliśmy przybliżyć rybniczanom, jak mógł wyglądać Rybnik. W tamtych czasach była taka piękna impreza: 10 scen z życia XII-wiecznego Rybnika, w której wzięły udział szkoły ponadpodstawowe. Na przykład siostry urszulanki miały za zadanie pokazać, jak wyglądały siostry z czasów średniowiecznych. Była również wizyta księcia Plontonogiego w Rybniku, taka gospodarcza wizyta- przyjechał ściągnąć podatki. Wokół tego pokazaliśmy, jak rycerze wtedy wyglądali itd. Razem z drużyną kuszniczą z Czerwionki zorganizowaliśmy również świetną imprezę.

Radio 90: Wasza działalność skupiała się nie tylko na kwestiach rozrywkowych.

Lech Gęborski: Tak, utworzyliśmy struktury brackie, które do dzisiaj rozbudowujemy i pielęgnujemy. Zastanawialiśmy się nad formułą naszego bractwa i stwierdziliśmy, że będzie się składać z formacji. Mamy: strzelców czarnoprochowych, V szwadron kawalerii zmotoryzowanej. Myśleliśmy o drużynie łuczników i kuszników. Czyli te wszystkie elementy, które kiedyś funkcjonowały w systemie obronnym. Dla każdego bractwa ważna jest strzelnica. To tak jak narzędzia chirurgiczne dla lekarza. Wynajęliśmy strzelnicę w Jejkowicach od Agencji Nieruchomości Rolnej. Później mogliśmy ją kupić. Staramy się współpracować z każdym, kto chce z nami działać. Nawiązaliśmy ścisły kontakt z dyrekcją Zespołu Szkół Technicznych tzw. Tyglem- zacną, starą szkołą. Powstała tutaj przepiękna strzelnica pneumatyczna, a strzelanie pneumatyczne jest z jednej strony przedszkolem strzeleckim. Z drugiej strony, jeżeli ktoś to czuje bardzo poważnie, są również i mistrzostwa świata w tych konkurencjach. Takie miejsce daje nam duży potencjał do szkolenia. Cały czas myślimy o tym, żeby być jak najbardziej przydatni społeczności rybnickiej, stąd nasze inicjatywy.

Aktualne działania bractwa kurkowego na rzecz rybnickiej społeczności

Insygnia miejskie

Lech Gęborski: Pierwsza inicjatywa, która powstała w 2008 roku była związana z naszą troską o historyczną pamięć i za taką uważaliśmy posiadanie insygniów miejskich. Insygnia miejskie w Rybniku były, ale nie wszystkie. Uznaliśmy, że brak łańcucha prezydenta i sztandaru miasta jest rzeczą niedobrą i bardzo napieraliśmy na ówczesne władze, żeby te insygnia uzupełnić. Do dzisiaj – a licząc jest to już 12 lat – nie wszystko jeszcze uzyskaliśmy. Mam nadzieję, że uda nam się skruszyć dzisiejszą Radę Miasta i jeszcze pozostałe insygnia odtworzyć. W insygniach miejskich, w herbie w tych wszystkich elementach, które są z nimi związane, jest cała historia tysiąca pokoleń, które dzisiejszą rzeczywistość tworzyły i uważamy, że powinny być fizycznie u nas, powinni je mieszkańcy znać i powinny być godnie używane i pokazywane.

Radio 90: Czego dokładnie brakuje, o co chcielibyście uzupełnić insygnia miejskie?

Lech Gęborski: To znaczy, to są bardziej insygnia związane z procedurą działania Rady Miasta, czyli laska, dzwonek przewodniczącego rady. Taki dzwonek- jak czasem obserwuje działania panów radnych- bardzo by się przydał.

Zakup motocykla ratunkowego dla Rybnika

2010 rok. Przekazanie motocykla BMW 1200LT dla ratownictwa medycznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku.

Lech Gęborski: Ratownicy skarżyli się, że infrastruktura komunikacyjna miasta jest tak zła, że oni mimo bardzo dobrej woli i świetnego sprzętu nie mogą się dostać do ludzi, którzy potrzebują pomocy. Wtedy zebraliśmy 150 tysięcy złotych, oczywiście konsultując to z władzami szpitala. Zakupiliśmy najnowocześniejszy na te czasy motocykl BMW 1200LT. Wyposażyliśmy go w najnowocześniejsze środki ratunkowe. Do tego stopnia, że on nie ustępował ambulansowi, oczywiście nie mógł przewozić rannej czy chorej osoby. Przekazaliśmy go w 2010 roku szpitalowi, któremu wtedy podlegało pogotowie. W 2011 roku jeszcze cały sezon jeździł, ponad 200 razy wyjeżdżał do akcji ratunkowych. Potem przyszedł rok 2012, zmieniła się dyrekcja szpitala i mimo naszych zabiegów, motocykl został zamknięty w piwnicy. Był to dla nas straszny cios. Raz, dlatego, że to narzędzie nie pracowało, a dwa, że zawiedliśmy rybniczan, którzy się składali na to.

Zakup termometrów w czasie pandemii

Lech Gęborski: Z naszych rozmów z medykami wyszło, że potrzebowaliby termometry wysokiej klasy, takie bezdotykowe. Potrzebowaliby urządzenie do dezynfekcji karetek i urządzenie do dezynfekcji ubrań po działaniach z obsługą osoby chorej.

2020 rok. Przekazanie specjalistycznych termometrów do walki z koronawirusem.

Radio 90: Na to nadal trwa zbiórka, nadal można się składać?

Lech Gęborski: Tak, prowadzimy tę akcję na pomagam.pl/ratunekratownikom. Zakupiliśmy już termometry wysokiej klasy. Teraz zbieramy na to urządzenie, które dezynfekuje karetkę. Zbiórka trwa. Jeżeli sami sobie nie pomożemy, to nikt za nas tego nie zrobi. Namawiam rybniczan, aby wesprzeć naszych ratowników i chronić ich przed zakażeniem, bo to jest nasz interes.

Osada rybnicka sprzed tysiąca lat

Lech Gęborski: To pomysł Forum Obywateli Rybnika, ale jest on nam bliski. To miałoby być miejsce związane z historią, z pokazaniem jak kiedyś rybniczanie żyli, kochali, umierali. Chcemy takie miejsce przysposobić i zrobić z tego obiekt kulturalno-edukacyjny. To miałoby być miejsce zlokalizowane w okolicach Pniowca. W tej chwili kończymy prace koncepcyjne. Planujemy, żeby oddać ten obiekt do użytku w 2023 roku m.in. dlatego, że będzie to związane z 800-leciem dzielnicy Chwałęcice. Jest to jedna z najstarszych dzielnic Rybnika- wtedy wieś.

Bractwo Kurkowe a strzelectwo

Piotr Kurek, członek zarządu rybnickiego bractwa kurkowego, hetman bractwa w latach 2005-2012 opowiedział nam o zwiąku bractwa kurkowego ze strzelectwem, które jest traktowane wśród członków w sposób wyjątkowy.

Piotr Kurek, członek zarządu rybnickiego bractwa kurkowego, hetman bractwa w latach 2005-2012.

Radio 90: Bractwo kurkowe jest bractwem strzeleckim, to broń skupia ludzi wokół bractwa.

Piotr Kurek: Nie do końca zgadzam się z tą tezą, którą Pan zaproponował. Naszym celem jest chronić i pomagać, a celem drugorzędnym jest poprawienie umiejętności strzeleckich. Kierujemy się zasadą: „Ćwicz oko i dłonie w ojczyzny obronie”. W związku z tym, że chcemy tę część działalności realizować, tułaliśmy się przez wiele lat po różnych strzelnicach i w 2005 roku udało nam się pozyskać z Agencji Nieruchomości Rolnej tereny po byłej strzelnicy w gminie w Jejkowicach. Strzelnica była porozjeżdżana przez motocyklistów, wydzierżawiliśmy ten teren, załatwiliśmy dokumentację odbudowy strzelnicy i w roku 2010 strzelnica została decyzją Powiatowego Inspektora Budowlanego dopuszczona do użytkowania i decyzją wójta gminy Jejkowice, dopuszcza do użytkowania strzeleckiego, czyli został zatwierdzony regulamin strzelnicy. Od tej pory mamy swój obiekt i prowadzimy zajęcia strzeleckie. W związku z tym, że naszą pasją jest strzelectwo czarnoprochowe nawiązujące do tej idei historycznej, pielęgnujemy ten cykl strzelectwa historycznego, ale nie pomijamy innych aspektów strzeleckich, czyli strzelectwa wybitnie sportowego. Posiadamy grupę strzelców sportowych. Jako bractwo strzeleckie jesteśmy członkiem Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego, posiadamy licencję klubową- to jest bardzo istotne. Ta licencja pozwala nam organizować zawody strzeleckie z kalendarza Wojewódzkiego Związku Strzelectwa i Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego, a dla naszych członków uzyskać licencje strzeleckie, czyli otwierają się dla nich możliwości strzeleckie poza naszą strzelnicą na cały kraj i dostęp do posiadania sprzętu sportowego w zależności od zasobów portfela.

Radio 90: Do strzelania podchodzicie ceremonialnie, to nie jest tylko wystrzelenie kuli do celu.

Piotr Kurek: No nie, wtedy to by nie miało najmniejszego sensu, a nawet ekonomicznie by było nierozsądne. Strzelanie musi przynosić pewne korzyści, a mianowicie musi dać satysfakcję strzelcowi z uzyskanego rezultatu- musi go uspokoić. To jest główna cecha strzelców, że wszyscy strzelcy są niezmiernie spokojnymi ludźmi. Dla ludzi nerwowych na strzelnicy po prostu nie ma miejsca, nie osiągają wyników, więc rezygnują samoistnie. To nie jest sport dla ludzi nerwowych. Strzelec musi być bardzo opanowany, żeby móc tę dyscyplinę uprawiać.

Radio 90: Preferujecie strzelanie czarnoprochowe, czym ono dokładnie jest?

Piotr Kurek: Strzelanie czarnoprochowe to jest strzelanie z replik broni historycznej, która była w okresie swojej produkcji bronią bardzo precyzyjną. To są karabiny z XVI, XVII, XVIII wieku- karabiny i pistolety. Preferujemy raczej strzelanie z broni kapiszonowej, bo jest również wcześniejszy model tzw. broń skałkowa, ale do broni skałkowej trzeba dużego samozaparcia. Trudno mi przez mikrofon opowiedzieć, jak wygląda strzał z broni skałkowej, bo ktokolwiek trzymał broń w ręku, to wie, że jak naciśnie spust- będzie wystrzał. Przy broni skałkowej jak się naciśnie spust, to najpierw się widzi tylko iskierkę i nic się nie dzieje, wydawałoby się przez bardzo długi czas. Potem dopiero następuje detonacja tego prochu i wystrzał. Dla strzelca, który tę broń obsługuje, to jest bardzo długi okres między tym, jak widzi iskierkę, a wystrzałem. Przy strzelectwie sportowym strzał następuje natychmiastowo, dlatego sport czarnoprochowy wymaga specyficznych umiejętności. Nie tylko silnych rąk, bo ta broń jest bardzo ciężka, ale i odporności psychicznej i cierpliwości. Samo ładowanie broni jest rytuałem. Jest naważka, przybitka, flejtuch, kula i dopiero potem można założyć kapiszon i broń jest gotowa do oddania strzału.

Radio 90: Naważka, przybitka, flejtuch?

Piotr Kurek: Naważka, czyli dobrana do wagi kuli ilość prochu, która musi zostać wsypana do lufy. Następnie przybitka, czyli kawałek filcu, który ten proch dobija. Na filc zakładamy flejtuch, czyli kawałek płóciennej szmatki nasączonej olejem i jak się go dotyka, dotyka się ołowianej kuli- jest brudny. Flejtuch ma uszczelnić kulę w lufie. Broń nie jest tak doskonała, że kula wchodzi równo po gwincie, w związku z tym tę różnicę musi zapełnić flejtuch. Flejtucha musimy też dobrać do kuli. Zanim się kupi broń czarnoprochową, trzeba się zastanowić, ile się ma wolnego czasu, żeby tą bronią się nacieszyć na strzelnicy.

Radio 90: Muszę wsypać określoną ilość prochu, nie mogę tyle, ile mi się podoba.

Piotr Kurek: Może Pan nasypać, ile lufa zmieści, ale efekt z tego nie będzie żaden. Po prostu Pan sobie strzeli głośno i z dużą ilością dymu. Efekt musi być widoczny na tarczy. Żeby strzał był precyzyjny i celny te wszystkie elementy muszą być odpowiednio dobrane. Potrzebny jest też odpowiedni nakład finansowy, no bo zanim Pan to wszystko dobierze, to się może okazać, że kule się Panu skończyły i kupi Pan kule od innego producenta i zaczyna się cała ta zabawa od początku. Trzeba mieć jednego producenta, a najlepiej swoje przyrządy: kulo lejkę, swoje kalibratory i wtedy ta powtarzalność będzie zachowana.

Radio 90: Spotykacie się na zawodach, rywalizujecie?

Piotr Kurek: Tak, spotykamy się 12 razy do roku, czyli każdy ostatni dzień miesiąca jest przeznaczony na zawody czarnoprochowe. Nazwaliśmy to Rybnickie Spotkania Czarnoprochowe. W tym roku są to 16. tego typu spotkania, czyli od 16 lat to prowadzimy. Na tych naszych spotkaniach również biorą udział uczestnicy niezrzeszeni w klubach. Broń czarnoprochowa nie wymaga zezwoleń, można ją kupić, jeśli się ma taką ochotę.

Radio 90: Pielęgnujecie też tradycje strzeleckie w bractwie.

Piotr Kurek: Tak, raz w roku strzelamy o tytuł króla bractwa i najlepszy strzelec w bractwie zostaje królem. Drugi i trzeci są pierwszym i drugim rycerzem bractwa. Król bractwa raz w roku spotyka się z innymi królami bractw i walczą o tytuł króla zjednoczenia bractw kurkowych. Raz na trzy lata królowie mogą startować w zwodach europejskich o tytuł europejskiego króla strzelców historycznych. Te spotkania się odbywają w różnych krajach. Dwa lata temu takie zwody organizowała Holandia, w 2021 roku to będzie Belgia a w 2024 roku Austria. W Polsce takie zawody odbywały się w 2012 roku, czyli Europejski Zjazd Strzelców Historycznych. W imprezie biorą udział ludzie z całej Europy, skupia wokół siebie około 80 tys. ludzi.

Radio 90: Jak funkcjonuje bractwo dziś w czasach pandemii?

Piotr Kurek: W 2020 roku mieliśmy obchodzić 25-lecie reaktywacji bractwa w Rybniku, jak również 25-lecie reaktywacji okręgu Górnośląskich Bractw Strzeleckich, niestety pandemia pokrzyżowała nam plany i musieliśmy odwołać te imprezy. Teraz chcemy się skupić na roku 2024, ponieważ wtedy przypada 100. rocznica powołania bractwa kurkowego w Rybniku. W 2025 roku będziemy obchodzili 100. rocznicę powołania okręgu śląskiego. Te imprezy chcemy tak zorganizować, aby były one też atrakcyjne dla widzów. Chcemy przywrócić pamięć o tamtych czasach, zwłaszcza historii braci śląskich, która jest trochę inna niż historia pozostałych bractw w Polsce.

Radio 90: Skąd się wzięła nazwa bractw kurkowych?

Piotr Kurek: Nazwa najprawdopodobniej wywodzi się od celu, jakim posługiwali się pierwsi strzelcy. Ich celem był kogut, jako żywy cel, który się przemieszczał. Dziś ta tradycja jest zachowywana, ale strzelamy do wyrzeźbionego koguta i kto tego koguta strąci, ten zostaje królem. Strzela się nie do tarczy tylko do tego wyrzeźbionego koguta.

Kobiety w bractwie kurkowym

W rybnickim bractwie kurkowym są również kobiety, choć nie zawsze tak było. O tym opowiedziała nam Ewa Rajchel, członek zwyczajny bractwa kurkowego i obecnie drugi rycerz w radzie królewskiej bractwa kurkowego miasta Rybnika.

Ewa Rajchel: W bractwie kurkowym obecność kobiet do dzisiaj wzbudza emocje. Dawniej funkcja kobiet była zupełnie inna. Nie mogły one zostawać członkami bractw kurkowych, nie mogły bronić bezpośrednio grodów, murów, stawać do walki. Wspierały one mężczyzn, zajmowały się opatrywaniem ran i przygotowywały posiłki. Starały się zapewniać pomoc na tzw. tyłach, ale nie bezpośrednio w walce.

Radio 90: Kiedy kobiety pojawiły się w bractwach kurkowych?

Ewa Rajchel: Było to raczej w reaktywowanych bractwach współczesnych, choć tutaj niektóre bractwa się spierają, że gdzieś tam wcześniej były jakieś wzmianki historyczne i zapisy o kobietach, które w bractwie się pojawiały. Do tej pory wiele bractw kurkowych ma tradycyjne podejście i mają zapisy statutowe takie jak dawniej, czyli nie pozwalają na przyjmowanie kobiet jako członków bractwa. Mogą one towarzyszyć swoim mężom, ale jako damy kurkowe, jako żony.

Ewa Rajchel, członek zwyczajny bractwa kurkowego, w 2020 roku drugi rycerz w radzie królewskiej bractwa kurkowego miasta Rybnika.

Radio 90: W bractwie rybnickim są kobiety.

Ewa Rajchel: Tak, obecnie trzy panie są siostrami kurkowymi. Nie jesteśmy jedyne, nie pierwsze przecieramy szlaki, dziś coraz więcej bractw decyduje się na przyjmowanie kobiet, które pełnią takie same role w bractwie jak bracia kurkowi. Mogą brać udział w zawodach strzeleckich, być aktywnymi strzelcami, piastować funkcje w zarządach, w radach starszych czy w radach królewskich.

Radio 90: Od kiedy Pani jest w bractwie?

Ewa Rajchel: W bractwie członkiem zwyczajnym jestem trzeci rok, drugi rok piastuję funkcję rycerza w radzie królewskiej bractwa.

Radio 90: Okazuje się, że dobrze Pani strzela.

Ewa Rajchel: Tak, to była też dla mnie zachęta, dało mi motywację do tego, żeby zacząć trenować strzelectwo, żeby zostać strzelcem sportowym, ubiegać się o licencję. Strzelam dla przyjemności, jestem także strzelcem czarnoprochowym. To była moja wielka miłość i fascynacja, to mnie właśnie przyciągnęło tutaj do bractwa.

Radio 90: Co najbardziej Pani spodobało się w strzelectwie czarnoprochowym?

Ewa Rajchel: Strzelectwo czarnoprochowe jest trochę magiczne. W odróżnieniu od strzelectwa sportowego to jest cały rytuał przygotowania broni, przygotowania amunicji, przygotowania się do oddania strzału. To wszystko wpływa na spokój, precyzję. Na pewno nie można tego porównać ze współczesnym strzelaniem.

Radio 90: W rybnickim bractwie kurkowym aktualnie jest pani drugim rycerzem.

Ewa Rajchel: Tak, aktualnie jestem drugim rycerzem, w ubiegłym roku byłam pierwszym rycerzem. Z pełnieniem tej funkcji wiąże się reprezentowanie bractwa w radzie królewskiej przez cały kolejny rok panowania kadencji króla, czyli jest to funkcja honorowa. To także reprezentowanie bractwa na zewnątrz przy wyjazdach i spotkaniach strzeleckich. Cały rok noszę też łańcuch bracki, jest to jedno z naszych insygniów.

Radio 90: Jak się współpracuje z mężczyznami w bractwie?

Ewa Rajchel: Fantastycznie, ja myślę, że kobiety ocieplają trochę wizerunek bractwa. Konkurowanie mężczyzn z kobietami w samych zawodach dostarcza nam też dużo radości, bo wiadomo, panowie są ambitni, jeżeli trafią na ambitne kobiety, a tych jest coraz więcej, na pewno ta rywalizacja jest ciekawsza.

Radio 90: Jaka jest Pani ulubiona broń?

Ewa Rajchel: Moją ulubioną bronią pozostanie mój pierwszy rewolwer czarnoprochowy, kiedy miała okazję zobaczyć różne pistolety historyczne, karabiny. Ja akurat postawiłam na rewolwer i to była moja pierwsza broń i strzelam z niej do dzisiaj.

Przyszłość bractw kurkowych

Radio 90: Młodzi ludzie chcą być członkami bractwa kurkowego?

Ewa Rajchel: Na szczęście tak, coraz częściej zachęceni strzelnicą pneumatyczną w technikum, gdzie organizujemy szkolenia dla młodzieży. Młodzież też coraz częściej jest zainteresowana samym strzelaniem czarnoprochowym, ciekawi są tego. Coraz więcej młodych ludzi zostaje naszymi kadetami i mamy nadzieję, że w przyszłości będziemy mieć godnych następców.

Młodzi ludzie często już obsługujący broń czarnoprochową, idą dalej, podkreśla Robert Bugla, hetman Bractwa Kurkowego w Rybniku.

Robert Bugla: Młodzi ludzie często traktują swoją przygodę z bronią czarnoprochową jako wstęp do obcowania ze strzelectwem i innymi rodzajami broni. Potem z biegiem lat zdobywają licencje sportowe, pozwolenia i potem starują jako zawodnicy we współczesnych zawodach sportowych.

Radio 90: Zwracacie też uwagę na bezpieczeństwo.

Robert Bugla:  Bezpieczeństwo jest podstawową zasadą przy posługiwaniu się bronią. Prowadzimy szkolenia dla młodzieży na strzelnicy pneumatycznej. Także prowadzimy spotkania czarnoprochowe i zawody sportowe. Wielką wagę przykładamy do bezpieczeństwa. Od początku szkolenia młodego adepta pierwszymi zasadami, jakie strzelec poznaje, to są zasady bezpiecznego posługiwania się bronią, zasady postępowania w przypadku zacięć lub w przypadku jakichś zdarzeń losowych. W bractwie posiadamy wykwalifikowaną kadrę instruktorów strzelectwa, którzy od wielu lat bezpiecznie obsługują broń i uczą tego nowych adeptów sztuki posługiwania się bronią.

Aktualnie bractwo kurkowe w Rybniku liczy 46 członków, jest kilku kandydatów i kilku członków honorowych bractwa.

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj