Radio 90

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

 

Historia wodzisławskiej obrączki. Opowieści słuchaczy Radia 90

Facebook Twitter

"Według mnie może to być smutna historia".... tak pisze Grażyna z Bieńkowic, opisując historie starszej osoby, która zmarła w czasie pandemii. Smutne, wesołe, zabawne, mocno zagmatwane, takie są historie wodzisławskiej obrączki, jakie tworzą słuchacze Radia 90. Do zabawy wciąż można jeszcze dołączyć.

W Radiu 90 wracamy do złotej obrączki znalezionej pod ławką w okolicach szpitala w Wodzisławiu Śląskim. Na początku września pytaliśmy naszych słuchaczy czy nie wiedzą do kogo może należeć. Ma grawer z inicjałami B. i Ch. oraz datą, jest tam rok 1966. Teraz w Radiu 90 proponujemy zabawę: wymyśl historię wodzisławskiej obrączki.

W tej zabawie do zdobycia bon na wyroby jubilerskie, warto się postarać.

Historia wodzisławskiej obrączki

Olimpia z Wodzisławia:

Siedzę na ławce i obracam w palcach obrączkę. Dlaczego już mi ją dała? Czyżby nie miała już siły walczyć z chorobą? Łzy zalewają mi twarz i wzbiera we mnie złość. Dlaczego ona? Całe życie zmagała się z losem, była twarda nawet wtedy gdy ojciec nas zostawił. Nie uroniła ani jednej łzy, przynajmniej ani razu ja nie widziałam. Zawsze pogodna i uśmiechnięta i taka dobra. A teraz leży tam sama, bez siły i chęci do życia. Boże…jakie to nie fair, jakie niesprawiedliwe, jakie okrutne. Przez pandemię nawet nie mogę jej przytulić bo wszędzie obostrzenia i zakazy. I po co ta obrączka, ten ślub, ta przysięga??? Wściekam się i ciskam obrączkę przed siebie….

Jarosław z Rybnika:

Życie Anny nie było usłane różami. Problemy ze znalezieniem pracy, dręczące poczucie samotności i ciągłe kłótnie z bliskimi mocno dawały jej w kość. Najgorsze przyszło jednak wraz z jesienną szarugą, kiedy to troski wynikłe z sytuacji rodzinnej i zawodowej nawarstwiły się na tyle, że młoda Rybniczanka straciła wiarę w sens dalszego zmagania się z przeciwnościami losu. Anna czekała już tylko na kolejne przykre niespodzianki od życia. I wtedy stało się! Mrok zalegających jej głowę ponurych myśli rozjaśnił pewnego dnia niespodziewany błysk wśród jesiennych liści. Dziewczyna przerwała na moment spacer po swoim ulubionym rybnickim parku i schyliła się ku temu, co przykuło jej uwagę. Rozgarnęła listki i ze zdumieniem obejrzała w dłoni niewielki złoty krążek z wygrawerowanymi inicjałami „B.” i „Ch.” oraz datą sprzed wielu, wielu lat. Była to obrączka ślubna z 1966 roku! By odciągnąć zbolałe myśli od własnych problemów, dziewczyna postawiła sobie za cel odnaleźć właściciela tego starego i wyraźnie już znoszonego symbolu miłości. Choć jednak zamieszczała ogłoszenia w Internecie, odwiedziła miejski Urząd Stanu Cywilnego oraz wracała w miejsce znalezienia obrączki, nie udało się Annie namierzyć jej właściciela. Zaabsorbowana chęcią zwrotu zguby początkowo nie zauważyła nawet, że życie zaczęło posyłać do niej życzliwe uśmiechy – trudności stopniowo ustępowały, pojawiały się nowe szanse i możliwości. Ostatecznie, po paru miesiącach dziewczyna z radością przeprowadziła się do Wodzisławia Śląskiego – znalazła tam bowiem pracę i miłość. Wraz z własnym dobytkiem, w nowy rozdział swojego życia zabrała także i znaleźną obrączkę, która, jak uznała, ewidentnie przyniosła jej szczęście – nawet przez myśl więc Annie nie przeszło, by spieniężyć tę niezwykłą pamiątkę pewnego ślubu sprzed 50 lat. Zostawiła ją sobie z nadzieją, że jeszcze odda ją kiedyś właścicielowi… I tak czas płynął, a po obrączkę wciąż jednak nikt się nie zgłaszał. A potem nastał okres pandemii… O ile życie Anny płynęło dość spokojnie, ze smutkiem obserwowała ona ludzkie tragedie – wiele z nich wyliczano w telewizji i radiu, ale wielu była też świadkiem osobiście. Podczas swoich długich codziennych spacerów, których to nigdy nie potrafiła sobie odmówić, Anna mijała m.in. wodzisławski szpital. Spośród mrowia smutnych ludzi wychodzących z budynku, szczególnie w pamięci utkwiła jej twarz nieco starszej od niej kobiety – z racji na stałość pory spacerów, praktycznie co drugi dzień zaczęła widywać ją na jednej z przyszpitalnych ławek. Kobieta przysiadywała za każdym razem w tym samym miejscu na uboczu i w ciszy pogrążała się w myślach lub modlitwie – jej mąż był pacjentem szpitala, a lekarze nie stawiali w jego przypadku optymistycznych diagnoz. Anna mimochodem zagadywała kobietę, a przy następnych spotkaniach krótkie rozmówki z nią stały się stałym elementem jej spacerów. Szybko odkryła, że szczerze współczuje Katarzynie, tak bowiem miała na imię nieznajoma, i chciała jakoś dodać jej otuchy, pocieszające słowa nie przynosiły jednak długotrwałych efektów – choroba męża nie ustępowała i żadne słowa nie mogły zatrzeć wynikającego z tego stanu rzeczy przygnębienia tej biednej kobiety. Anna z bólem serca spostrzegała, jak Katarzyna coraz częściej nieobecnym i pełnym bezsilności wzrokiem patrzyła przed siebie, jakby wyczekiwała aż los da jej jakiś znak lub sugestię, co jeszcze mogłaby zrobić, by pomóc ukochanemu. Traciła nadzieję zupełnie jak niebawem świat zacznie tracić swe letnie barwy na rzecz odcieni powoli nadchodzącej jesieni. Była jak kiedyś Anna. I tak jak ona, potrzebowała impulsu – potrzebny jej był szczęśliwy uśmiech losu! Anna, przypominając sobie co miało miejsce praktycznie niespełna rok wcześniej, nie wahała się dłużej – w głębi duszy była marzycielką, szybko wytłumaczyła więc sobie dlaczego do tej pory nie udało jej się odnaleźć właściciela obrączki. Ta musiała najwidoczniej dalej krążyć i przynosić szczęście! W dwa dni później, a było to w pierwszych dniach września 2020 roku, zabrała ze sobą starą ślubną pamiątkę i wcześniej niż zwykle dotarła pod przyszpitalną ławeczkę, na której zwykle przesiadywała Katarzyna, po czym ułożyła magiczny krążek na deseczkach siedziska i nakryła go paroma gałązkami i listkami, tak jakby te spadły po prostu z pobliskiego drzewa. Katarzyna musiałaby się nimi zainteresować, by usiąść i pogrążyć się w zadumie, jak miała to w zwyczaju. Jednak tego samego dnia, o zwykłej porze spaceru Anna nie spotkała już Katarzyny, a na jej ulubionej ławeczce nie znalazła pozostawionej przez siebie obrączki. Nie spotkała jej też w kolejnych dniach, była jednak dobrej myśli i miała gorącą nadzieję, że złoty krążek przyniósł szczęście także jej nowej znajomej. Wyobrażała sobie, jak Katarzyna pokazuje znalezisko mężowi i jak oboje cieszą się z postępów leczenia oraz jak głowią się nad historią obrączki ślubnej sprzed 50 lat, która tak niespodziewanie odmieniła ich życie. Czy tak rzeczywiście się stało Anna nie dowiedziała się nigdy, z radością usłyszała jednak na antenie swojego ulubionego radia, że podróż złotej obrączki trwa nadal. Czy komuś jeszcze przyniesie szczęście?

Dominika:

Miłość przychodzi powoli…
Odchodzi również wolniej i z bólem…
Dwoje kochających się nad życie ludzi przeżyło ze sobą cudowny czas. Niestety nadszedł czas strasznej choroby.
On pozostając w sidłach nie ugiętej starości pozostaje samotny w pustym mieszkaniu, ona dotknięta różdżką niesprawiedliwości z zaburzeniami orientacji przestrzennej – usiadła na ławce spoglądając na obrączkę i trzymając ją w dłoni nie myśląc o niczym upuściła ją -nie wiedząc w jakim miejscu właśnie jest, wstała i błąka się po okolicy stając się bezdomnym obojętnym dla wszystkich.
Serca związane kiedyś na zawsze pękły i rozkruszyły na zawsze…..

Izabela w Wodzisławia:

Siedzi szczuplutka staruszka na ławce przed szpitalem w Wodzisławiu, wzdycha przez chwilę, zamyka oczy i próbuje się wsłuchać w popołudniowy gwar miasta. Obraca obrączkę na palcu i myśli: będzie dobrze, będzie dobrze, wszystko będzie dobrze…. powtarza jak modlitwę. Powoli się rozluźnia, wspomina jak 54 lat temu też było takie słońce i powietrze pachniało świeżo skoszoną trawą … och to było szaleństwo! Ona znad morza, pisała romantyczne listy z chłopakiem z gór…. On pisał tak pięknie, że przyjechała za nim na Śląsk. Tu była prawie cała jego rodzina, bracia pracowali na kopalni 1Maja, przyjechali za chlebem. On z gór, ona znad morza daleko od swojej rodziny, zamieszkali na Śląsku nawet nie znali gwary. Pamięta, że kiedyś On wybierał się do sklepu, to kawałek było to i sąsiedzi poprosili o konsek wusztu, a on szedł i myślał co to jest? Wstyd mu było się przyznać, że nie wie…Przyszedł do domu i mówi że nie było wusztu a przy tym wyciąga kiełbasę…. oj ile śmiechu było przy tym. Ona się uśmiecha, gładzi delikatnie palec z obrączką. Tyle przeszli a zawsze mogli liczyć na siebie, nigdy się nie zawiedli .Teraz gdy On jest w szpitalu odwiedza go codziennie, chociaż już też za bardzo sił nie ma, jeździ autobusem, o właśnie podjeżdża na przystanek! Staruszka zrywa się gwałtownie z ławki pospiesznie zabiera torbę i nie zauważyła, że mała złota obrączka zsuwa się z palca i ginie w trawie….. mały złoty krążek, który pamięta dobre chwile przeżyte razem!

Grażyna z Bieńkowic:

Według mnie może to być smutna historia. W okresie pandemii mogło się zdarzyć tak, że ta osoba została przywieziona do szpitala i niestety już z niego nie wyszła o swoich siłach.
Świadczy to o tym, że już długo nikt nie odpowiada na to i jej nie szuka. A została znaleziona przy szpitalu. Według daty na obrączce ta osoba musiałaby mieć około 75 lub 80 lat.

Beata z Żor:

Rok po ślubie, Błażej Chmielewski stwierdził, że popełnił błąd, żeniąc się z Klarą, zaprosił swoją żonę na kolację i oznajmił, że odchodzi, wściekła żona ściągnęła obrączkę i wyrzuciła do wc . Na drugim końcu miasta w kanałach pracował Jan, zauważył coś co się mieni, spogląda a tam piękna złota obrączka! Stwierdził, że to znak i musi sobie znaleźć partnerkę z takimi inicjałami, żeby wręczyć jej pierścionek. Spotkał po jakimś czasie kobietę na pogotowiu, po tym gdy przeciął sobie palca… Pani pielęgniarka, która ciągle powtarzała „biedny chłop, biedny chłop”, została później jego żoną inicjały się zgadzały B Ch tak już zostało, pielęgniarka ze szpitala w Wodzisławiu zgubiła pierścionek w okolicy, a jakaś wspaniała osoba ją znalazła!

Ania z Rybnika:

Bogna i Chociemir poznali się na dansingu w remizie na wakacjach latem 1963 roku. Oboje przyszli z innymi partnerami, ale coś zaiskrzyło i nie mogli od siebie oderwać wzroku. Mimo iż ich rodzinne domy dzieliła odległość kilkuset kilometrów utrzymali kontakt przez dwa następne lata korespondując ze sobą, a później spotykając się raz w miesiącu. Chociemir zawsze z bijącym sercem wsiadał w pociąg i przemierzał drogę z wioski pod Wrocławiem do Jastrzębiej Góry, gdzie mieszkała Bogna. Wiedział, że to ta jedyna. Pobrali się w 1966 roku i od tego czasu nieprzerwanie trwali ze sobą w zdrowiu i chorobie. Pod koniec lat 70-tych przeprowadzili się za chlebem w okolice Wodzisławia. Chociek rozpoczął pracę na kopalni, a Bogna zajmowała się domem i dziećmi. Byli ze sobą szczęśliwi. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po ponad 50 latach wspólnego życia Chociemir poważnie zachorował i trafił do szpitala, w którym po kilku dniach zmarł. Bogna zrozpaczona usiadła na ławce przed szpitalem i bawiąc się obrączką wspominała wspólne życie. Nagle pierścionek wypadł z jej ręki, a Bogna zasnęła snem wiecznym. Żyli razem i umarli razem. Jedno nie mogło żyć bez drugiego…

Angelika z Żor:

Obrączka miała należeć do Pani Anny, która miała męża Bożydara Chorwat, jego małżonka, dostała ją na rocznicę ślub , ale pocztą  ponieważ jej mąż już nie żył kilka lat, ale córka z drugiego małżeństwa męża, wiedziała jak jej tato kochał Annę ,więc postanowiła wysłać obrączkę na jej adres. Anna postanowiła, że obrączkę zakopie w piasku nad Bałtykiem, gdy byli młodzi uwielbiali Kołobrzeg… Tam obrączkę znalazł mały Krzyś, podarował ją swojej mamie. Gdy kilka lat później jego mama oczekiwała dziecka, miała je urodzić w szpitalu w Wodzisławiu. Jej palce bardzo spuchły przed porodem i obiecała sobie, że gdy obrączkę uda się szczęśliwie zdjąć, zakopie ją w okolicach szpitala i może kolejna osoba będzie miała szanse na znalezienie jej, tak się właśnie stało ….. na świat przyszła mała Zosia i ktoś stał się nowym właścicielem obrączki Pani Anny.

Dziękujemy za wszystkie historie! Przygotowujemy głosowanie! To Wy wybierzecie e najlepsze!

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj