Martwe ryby w stawie w Bełku. Już ich tam nie ma, ale okoliczności tej sprawy są nadal nieznane
Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ) podjął tam interwencję tylko raz, w zeszłoroczne Boże Narodzenie. Ani wcześniej, - w ciągu dwóch poprzednich lat - ani później, nie docierały do niego zgłoszenia o martwych rybach w stawie w Bełku. Tymczasem w ostatnim czasie, ponownie zauważyli je okoliczni mieszkańcy.

Szacowany czas czytania: 02:01
Martwe ryby w stawie w Bełku. Okoliczności sprawy pozostają nieznane
Ryby, które dostrzegli Bełczanie, znajdowały się przy jednym z brzegów stawu. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym natknięto się na nie przy okazji wspomnianych ubiegłorocznych świąt Bożego Narodzenia. Wtedy o sprawie zawiadomiono inspektorów WIOŚ-u, którzy udali się do Bełku.
W stawie zaobserwowano około 40 martwych ryb znajdujących się przy brzegu, na dnie zbiornika, na powierzchni około 1,5 metra kwadratowego
– informują o dokonanych wówczas obserwacjach w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska, w którym dodają, że najprawdopodobniej ryby – konkretnie karpie – zostały wtedy do stawu wyrzucone przez hodowcę, który nie zdołał sprzedać ich na święta.
WIOŚ nie ma odpowiedzi na pytanie, co stało się tym razem. O sprawie nie został on powiadomiony. Jak przekazują w wojewódzkim inspektoracie, zgłoszenie, które wpłynęło do niego dokładnie 25 grudnia 2025 roku było jedynym w ciągu ostatnich lat. Również później nie zawiadamiano go martwych rybach.
A czy jest możliwe, że dostrzeżone w ostatnim czasie ryby są tymi samymi, które martwe unosiły się w wodzie już przed kilkoma miesiącami? To pytanie także pozostaje bez odpowiedzi. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska poza opisem – bardzo szczegółowym, uwzględniającym nawet temperaturę oraz prędkość i kierunek wiatru – nie informuje o podjętych wtedy działaniach.
Nie wiadomo więc, czy karpie wtedy sprzątnięto. A nawet jeśli to zrobiono – możliwe, że nie uprzątnięto wszystkich ryb. Tych mogło być bowiem w stawie więcej niż 40.
W odległości około 1,5 metra od brzegu dno stawu obniża się i nie jest widoczne gołym okiem, dlatego nie było możliwe ustalenie, czy w głębszej części zbiornika znajdują się kolejne martwe ryby
– przekazują w sekretariacie Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach.
Sam staw, znajdujący się przy ul. Szymochy, nieopodal przedszkola i szkoły w Bełku ma nie być natomiast – jak wynika z wiedzy inspektorów WIOŚ-u, stawem hodowlanym. Inaczej uważają mieszkańcy, którzy niejednokrotnie widzieli w tym miejscu wędkarzy.
W połowie marca, ryb, które jeszcze kilka tygodni wcześniej leżały w stawie, już tam nie było. Za sprawą temperatur, stopił się też lód, którym był on pokryty.

