Od górnika do edukatora w Zabytkowej Kopalni Ignacy

Szacowany czas czytania: 07:59
Kopalnia Ignacy to nie muzeum – to żywa przestrzeń, w której historia staje się doświadczeniem. Wiele elementów zostało zachowanych i odnowionych, a największą atrakcją jest ponad stuletnia parowa maszyna wyciągowa szybu Kościuszko, która znów działa, pokazując techniczną stronę kopalni. Można tu poczuć rytm pracy maszynistów sprzed lat, zobaczyć unoszącą się w powietrzu parę, usłyszeć syczenie i stukot ogromnych mechanizmów – jednym słowem, przenieść się w czasie.
Historia kopalni to jednak nie tylko maszyny – to przede wszystkim ludzie, którzy tu pracowali i dziś dzielą się swoją wiedzą. Byli górnicy, którzy powrócili do Ignacego w roli edukatorów – pokazują kopalnię „od środka”, opowiadają o dawnych czasach z humorem i pasją. Dzięki nim zwiedzający nie tylko oglądają zabytkowe maszyny, ale słyszą historie „z pierwszej ręki”, które nadają miejscu niepowtarzalny, ludzki wymiar.
Rozmawiamy z Grzegorzem i Andrzejem – byłymi pracownikami oddziału szybowego, którzy dziś oprowadzają turystów i obsługują zabytkową maszynę parową. Łączą historię z teraźniejszością.

Jak to się stało, że trafiliście do pracy dawnej w Kopalni Ignacy?
Grzegorz: To była trochę ucieczka przed wojskiem. Po szkole średniej i kursie podoficerskim chciałem zrobić wszystko, żeby od tego wojska uciec. Miałem dobre papiery i byłem mechanikiem obróbki skrawaniem, złożyłem więc papiery na kopalnię. Najpierw trafiłem na kuźnię, potem do warsztatu, gdzie uczyłem się od najlepszych. Jak tu przyszedłem, to ja naprawdę niewiele wiedziałem — trzeba było lat praktyki. I tak pracowałem tu do końca do 2008 r i mogę powiedzieć, że byłem ostatnią osobą z kopalni, która odeszła na emeryturę jako pracownik dołowy.
Andrzej: Nie planowałem pracy na kopalni, chciałem być kierowcą za młodych lat, bo z zawodu byłem mechanikiem pojazdów samochodowych. W 1981 roku szukałem pracy i nigdzie jej nie było. Moja robota tu była załatwiona tak troszkę po znajomości, dzięki bratu trafiłem na oddział szybowy. Początki były trudne: wilgoć, przeciąg, ciężka fizyczna praca. Potem były kursy: najpierw sygnalisty, później maszynisty wyciągowego i zaczęła się praca przy maszynach. Zaczynałem od takiej małej maszynki na szybiku ślepym. A później były już maszyny na głównych szybach. Teraz patrząc z perspektywy, to nie żałuję, że poszedłem do kopalni, bo to była bardzo dobra decyzja.”
Co wspominacie z tamtych czasów z największym sentymentem?
Grzegorz: Fajnych ludzi. W latach 80. była tu świetna ekipa: Wacek, Leon, Czesiek, Gienek, Mania. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, trzeba było tylko uważać, żeby cię nie zrobili w konia – a robili często. Taką robotę się wtedy ceniło.
A czy zdarzały się trudne lub niebezpieczne sytuacje?
Grzegorz: Było parę. Kiedyś furtki były zdejmowane na czas wydobycia, a zakładane do jazdy ludzi. Wchodziłem z furtką do klatki, maszynista gadał przez telefon z sygnalistą. Sygnalista odbił, maszynista pomyślał, że to sygnał do jazdy… i puścił. Wpadłem do klatki. Ułamek sekundy później i nie gadalibyśmy dzisiaj. Ale miałem szczęście.

Rewitalizacja kopalni i jej serca – maszyny parowej
Choć Kopalnia Ignacy oficjalnie przestała działać w 2008 roku, nie popadła w całkowitą ruinę. Już wtedy działało Stowarzyszenie Zabytkowej Kopalni „Ignacy”. Pierwszym obiektem oddanym do zwiedzania w 2008 roku był punkt widokowy, zlokalizowany na dawnej wieży wodnej. W 2015 roku zakończono rewitalizację stolarni i maszynowni szybu Głowacki. Natomiast w 2019 roku ruszyły prace nad kompleksem szybu Kościuszko i budynkiem Sprężarkowni. W tym czasie rozpoczęto także naprawę parowej maszyny szybu Kościuszko. Po trzynastu latach przerwy, 8 czerwca 2021 roku maszyna znów ruszyła, a wraz z nią historia Kopalni Ignacy ożyła na nowo.
Dzięki temu Grzegorz i Andrzej mogli wrócić do kopalni. Dawni pracownicy „Ignacego” łączą dziś swoje doświadczenie sprzed lat z nowymi zadaniami przy obsłudze maszyny i oprowadzaniu zwiedzających.
Kiedy pojawiła się możliwość powrotu do obecnej kopalni i jak do tego doszło?
Andrzej: Dostałem telefon, że mogę wrócić. Była wielka radość, bo już wcześniej często pomagałem przy różnych pracach, np. jak włamanie było i trzeba było okna zabezpieczyć. Potem od 2015 roku pomagałem odprowadzać wycieczki.
Grzegorz: Nasz były kierownik Alojzy Szwachuła dzwonił do mnie chyba w 2020r, czy chciałbym pracować przy uruchamianiu maszyny w maszynowni Kościuszko. Siedem miesięcy to trwało, pięciu nas pracowało. W czerwcu przywieźli agregat parotwórczy i podłączyliśmy go do maszyny, a ona ruszyła.
Andrzej: No i oczywiście te pierwsze podłączenie to była masakra… Wszędzie tam para syczała, bo rurki były postrzelane od mrozu. Bo ta woda zamarzła, co została w rurkach, więc potem to wszystko trzeba było spawać, wymieniać i tak dalej.
Po zakończeniu rewitalizacji i prac naprawczych, nowa część kopalni była gotowa na przyjęcie zwiedzających. Dla dawnych górników, którzy wrócili tu w roli edukatorów, rozpoczęcie oprowadzania było zupełnie nowym doświadczeniem – teraz to oni mieli pokazać turystom, jak wyglądała praca przy maszynach.

Pierwsza szychta ze zwiedzającymi – jak się czuliście?
Andrzej: Było to na pewno dla nas wyzwanie. Praca na maszynie – tego się nie obawiałem, ale kontakt z ludźmi! Bo jak przychodzą grupy, trzeba coś im powiedzieć. Każdy ma teraz telefon, co nagrywa, więc to było coś nowego.
Grzegorz: 50 obcych ludzi, trzeba coś powiedzieć, a nigdy nie było się tego uczonym. Budynki te same, zadania inne. Kamera trochę stresuje, ale było fajnie. Do dziś jest fajnie pracować.
Co teraz należy do Waszych głównych obowiązków?
Grzegorz: Poza kontaktem, oprowadzeniem i opowiadaniem na pytania turystów, zajmujemy się także konserwacją. Otóż naprawdę ta maszyna cały czas wymaga doglądania. Tak zawsze było robione, nadal tak robimy i dlatego jest w takim dobrym stanie. Teraz ta maszyna robi już zupełnie co innego niż za dawnych czasów. Ludzi nie wozi, ale zamontowano na wieży szybowej koło nawrotu liny. Maszyna chodzi, koło się kręci — i od razu widać, że kopalnia jeszcze żyje, że coś się tu dalej dzieje.
Jakie zabawne pytania lub sytuacje nadal Was zaskakują? Czy zdarza się Wam czasem uśmiechnąć pod nosem?
Andrzej: No są takie pytania dziwne. Ile to kosztowała ta maszyna w 1920 roku? Ile w całości waży ta maszyna? To są pytania, na które trudno nam odpowiedzieć.
Grzegorz: Albo takie: Czy jakby do tych smarowisk olejowych, kropelkowych nalać herbaty, czy by to jeździła ta maszyna? Takie są czasami pytania.
Co jest dla Was obecnie najbardziej satysfakcjonujące w pracy?
Andrzej: Kiedy widzisz człowieka, który mieszka tu po blisku i zaskoczony jest, że tu takie centrum mamy, a on o tym nie wiedział. A cieszy mnie najbardziej to, że myśmy się do tego przyczynili, że to zostało, że to jeździ, że to pokazujemy ludziom. No napawa nas dumą, że myśmy tu przełożyli swoją rękę.
Grzegorz: To też jest wyjątkowa maszyna, bo to jest największa w Europie czynna maszyna parowa. A my w takim miejscu pracujemy i mamy przyjemność ją obsługiwać i ludziom mówić na jej temat. To jest bardzo fajne.
A czy nadal obchodzicie Barbórkę? Jeśli tak to w jaki sposób?
Andrzej: Tak, oczywiście. Już jestem z rodzinką skrzyknięty, że czwartego przyjadą do mnie do domu na golonko i na piwko.”
Grzegorz: A ja przeważnie dostaję jako prezent piwo z wstążeczką. Nic więcej nie potrzebuję, nie chcę. Ale też chodzę w Barbórkę do kościoła i tam z niektórymi starymi kumplami się widzę.

A powiedzcie mi, czy coś byście chcieli jeszcze w tym miejscu, zmienić, ulepszyć?
Andrzej: Czekamy na to, żeby kiedyś decyzja zapadła i finanse się znalazły, żeby maszynę Głowacki uruchomić. Ona jest kompletna, tylko trzeba zainwestować troszkę, kupić agregat parotwórczy, a potem zamontować.
Grzegorz: Tamta maszyna jest dużo mniejsza, więc wystarczyłoby mniej pary do niej i mniejszy agregat. No i na pewno by to jeździło. To by była satysfakcja.
Zobacz i poczuj historię na własne oczy!
Choć Kopalnia Ignacy dawno zakończyła wydobycie, dzięki ludziom jej historia nie zgasła. Dziś to oni – byli pracownicy kopalni, obecnie pełniący rolę przewodników, sprawiają, że zwiedzający mogą poczuć klimat prawdziwej szychty. Opowiadają o pracy sprzed lat z humorem, ale i z szacunkiem dla ciężkiego górniczego fachu, a zabytkowa maszyna parowa ożywa pod ich czujnym okiem.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda praca przy takiej maszynie — usłyszeć jej rytm, poczuć ciepło pary i stanąć tuż obok serca dawnej kopalni — zapraszamy na pokazy w każdą niedzielę o godz. 14:00, 15:00, 16:00 i 17:00.
A może masz jakieś pytania do byłych górników? Zadaj je śmiało — nikt nie opowie o tym miejscu lepiej niż ci, którzy naprawdę tu pracowali.
Więcej informacji znajdziesz na stronie Kopalni: https://www.kopalniaignacy.pl/
Autor: Anna Bech