„Szpital był przygotowany na przyjęcie chorego z wirusem Ebola”
Takiego scenariusza nikt nie przewidział - przyznaje Czesław Płygawko dyrektor Szpitala Śląskiego w Cieszynie, mówiąc o chorym z podejrzeniem wirusa Ebola, jakiego przyjęto do tamtejszego szpitala. Dyrektor tłumaczy, że spodziewano się osób przywiezionych z lotnisk w Balicach czy Pyrzowicach, tymczasem był to mieszkaniec Cieszyna.
Szacowany czas czytania: 01:41
Mężczyzna sam zgłosił się na oddział ratunkowy, dokładnie cztery tygodnie temu. – Objawy chorobowe, które u niego wystąpiły oraz okoliczności jego pobytu w miejscu, gdzie stwierdzono występowanie takich przypadków, skłoniły, spowodowały podjęcie działań, żeby zabezpieczyć się przed możliwością potwierdzenia diagnozy iż jest to ebola – wyjaśnia Czesław Płygawko, dyrektor cieszyńskiego szpitala.
Na taką sytuację szpital był przygotowany, jest jedną z trzech placówek na Śląsku wytypowanych do przyjęcia pacjentów z podejrzeniem Eboli. To oprócz szpitala w Cieszynie, także lecznice w Częstochowie i w Chorzowie. Wszystkie mają oddziały zakaźne, choć Nigeryjczyk w Cieszynie trafił do izolatki na Oddział Intensywnej Terapii Medycznej.
– Jest to normalna procedura, ponieważ chciałbym uspokoić, bo ta Ebola, która tyle emocji wywołuje nie jest groźniejszą chorobą aniżeli współczesne odmiany ptasiej grypy, świńskiej grypy bądź występowaniem możliwości zarażenia się innymi bakteriami lekoopornymi, czyli takimi, na które nie ma lekarstwa – tłumaczy dyrektor Płygawko.
Najważniejsze to wiedzieć, jak się zachować. – Procedura jest taka sama, czy to w przypadku Eboli, czy tych ptasich gryp, które są niejako groźniejsze, bo tam zawsze istnieje ryzyko przeniesienia tego ryzyka drogą kropelkową, czego nie ma potwierdzonego w przypadku Eboli – dodaje dyrektor.
Joanna Pawełek, główna księgowa Szpitala Śląskiego w Cieszynie, podkreśla, że przyjęcie pacjenta z dużym ryzykiem jest bardzo kosztowne.
– Ta infrastruktura, wynagrodzenie pracowników, personelu w sprzęt jednorazowy to są naprawdę bardzo duże pieniądze i tutaj NFZ płaci za takiego pacjenta 1450 złotych pod warunkiem, że do siedmiu dni zbierzemy dokumentację. Natomiast kwota leczenia takiego pacjenta jest dziesięciokrotnie wyższa. Notabene był u nas niedobór i to są i tak już duże pieniądze. Potem został przewieziony do Poznania i z tego co wiem, kilka dni temu wyszedł.
Dwie doby trzeba było czekać na wyniki badań, które wykluczyły Ebolę. Okazało się, że pacjent choruje na malarię.