Radio 90

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

 

W szpitalu psychiatrycznym w Rybniku nie przyjęto pacjentki chorej na schizofrenię

Facebook Twitter

Brak pomocy, konsultacji i wsparcia zarzuca nasza słuchaczka lekarzowi dyżurującemu w ostatnią niedzielę (11.10.) w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku. Kiedy pojawiła się z potrzebującą pomocy mamą, jedynie przez domofon dowiedziała się, że przy Gliwickiej nie ma czego szukać, bo w szpitalu stwierdzono ognisko koronawirusa i wstrzymane są przyjęcia.

Lekarz powinien napisać pismo ze skierowaniem na inny szpital, że np. nie mają miejsc, albo dużo osób ma koronawirusa, albo napisać pisemną odmowę, że nie przyjmie pacjentki. On ani nie dał skierowania na inny szpital, ani nie przyjął pacjentki, ani nie wyszedł do drzwi porozmawiać. Przez kilka godzin rozmawiałyśmy z siostrą z domofonem.

Kobietom polecono skierować się do szpitala psychiatrycznego w Toszku. Na miejsce przyjechał patrol policji:

Policjanci po pół godziny przyjechali i powiedzieli, że od kilku dni dochodzą do nich telefon, że oddział w Rybniku nie przyjmuje pacjentów i odsyłają gdzieś indziej. Przy policjancie zadzwoniłam kolejny raz do szpitala w Toszku, spytałam, czy przyjmie mamę. Powiedział, że na konsultacje może przyjąć, ale nie obiecuje czy przyjmie na oddział. Lekarze i sanitariusze w Toszku nam pomogli.

W szpitalu przy ulicy Gliwickiej wstrzymano przyjęcia pacjentów z powodu potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. Dziś (13.10.) to 22 pacjentów i 5 osób z personelu. 21 pracowników przebywa w izolacji, bo miało kontakt z osobami zakażonymi.

Pomimo to lekarz dyżurny powinien udzielić konsultacji pacjentce

– przyznaje Jan Ciechorski, rzecznik Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku:

Pozostaje mi wyrazić tylko ubolewanie z tego powodu i przeproszenie pacjentki za to, ponieważ nastąpiło w sposób oczywisty niezrozumienie przez lekarza dyżurnego komunikatu wydanego przez dyrekcję. Należy podkreślić, że to nie jest pracownik szpitala tylko lekarz, który pełni dyżury w naszym szpitalu. Izba przyjęć szpitala psychiatrycznego w Rybniku udziela konsultacji. Tutaj doszło do niezrozumienia przez lekarza dyżurnego tego komunikatu czy też jego nadinterpretacji.

Jan Ciechorski przyznaje, że odmowa przyjęcia pacjenta powinna zostać wydana na piśmie. Jeszcze wczoraj (12.10.) po naszej interwencji, lekarze dostali informację co do obowiązku konsultowania pacjentów. Z lekarzem dyżurującym w ostatnią niedzielę (11.10.) została też przeprowadzona rozmowa.

Lekarz dyżurny przyznał się do tego, że wadliwie zinterpretował komunikat dyrekcji i utożsamił zakaz przyjęć z zakazem udzielania konsultacji. Jeszcze raz przepraszam tę panią, która powinna być skonsultowana, natomiast na pewno nie byłaby przyjęta.

Przyjęcia w tym szpitalu są wstrzymane do odwołania.

Mail od naszej słuchaczki

Dnia 11.10.20 r. około godziny 10.00 byliśmy pod Izbą Przyjęć w Rybniku pod szpitalem psychiatrycznym. Drzwi były zamknięte. Na drzwiach napisane „Izba przyjęć nieczynna, z powodu Covid”. Zadzwoniłam na domofon, odebrała niesympatyczna Pani, która od razu nam powiedziała, że „izba przyjęć nieczynna, proszę jechać do Toszka” Nawet nie chciała wysłuchać, co się dzieje z moją chorą mamą. Powiedziała: „czy pani rozumie, co to jest covid- to śmiertelna choroba”. Odpowiedziałam, że „Wcale to nie jest śmiertelna choroba, przechodziłam ją z mężem, po prostu ludzie panikują, bo nie ma leku i szczepionki”. Po przeczytaniu kartki naklejonej wyżej na drzwiach pisało, że na oddziale w szpitalu jest przypadek covid i konsultacje są ograniczone. Zadzwoniłam drugi raz na domofon, że Prosiłabym o konsultację z lekarzem, bo chyba powinien być, bo pisze, że konsultacje są ograniczone. Po kilku minutach do słuchawki podszedł lekarz i powiedział to samo co ta pani: „izba przyjęć jest zamknięta, proszę jechać do Toszka”. Dalej mu tłumaczyłam, w jakim stanie jest mama, że tu już nieraz była na szpitalu i że jest tu jej kartoteka, błagałam, żeby tylko wyszedł i ją zobaczył. Powiedział: „takie są procedury, nie przyjmują pacjentów”. Ja pytam: „na jakiej podstawie”. To była naklejona zwykła kartka i pieczątka dyrektora. To nie było pismo z sanepidu. Przecież na terenie szpitala jest kilkanaście oddziałów, a oni napisali, że „jest przypadek covid”. Przecież izba przyjęć to jest osobny budynek. Dalej stoimy z siostrą i mamą na dworze, pogoda nie sprzyjała. Nikt do nas nie miał zamiaru wyjść, nie słuchali, co mówiliśmy do domofonu, kiedy chcieli, odkładali słuchawkę. Czy zasłużyliśmy na takie traktowanie? Ok, to następnie dzwonię do szpitala w Toszku i przedstawiam sytuację i stan mamy. Pani przez telefon powiedziała mi, że oni nie mają (nie dostali) takich informacji, że szpital w Rybniku jest zamknięty. Powiedziała, że mamy jechać do najbliższego szpitala psychiatrycznego, a tym bardziej że mama ma już tam kartotekę. Powiedziała: „wszędzie są izby przyjęć nieczynne”, ale nas lekarz musi być i przyjąć pacjenta na konsultacje, zobaczyć jego stan zdrowia. Mama ma schizofrenię. Po prostu miała przez lata dużo problemów życiowych. Po menopauzie coś w niej pękło i od kilku lat ma problemy ze zdrowiem psychicznym. Na co dzień jest zdrowa, tylko w okresach jesiennych zaczyna się chandra i budzą się w niej urojenia i lęki od kilku lat, czasami da się z tym żyć, bo bierze leki i jest pod opieką lekarzy. Kolejny raz dzwonię na domofon i proszę o konsultację z lekarzem, bo tak powiedzieli mi w szpitalu w Toszku. Lekarz już zaczął podnosić na mnie głos. Po kolejnej rozmowie przez telefon z panią z Toszka powiedziała, że możemy przyjechać, ale oni też potrzebują od tego Lekarza z Rybnika, albo skierowanie na szpital do Toszka, albo pismo z odmową przyjęcia pacjenta. Kolejny raz dzwonię na ten domofon i przekazuje informacje. Znowu pan podnosi głos i chamsko odpowiada „nie dam skierowania”, „nie napiszę odmowy”, „nie wyjdę na korytarz”. Gdy poprosiłam go o jego przełożonego, powiedział, że nie ma. Poprosiłam o kontakt do Dyrektora, powiedział, że nie ma. Zapytałam, czy bierze odpowiedzialność za stan zdrowia mojej mamy? Przecież to jest zagrożenie życia. Powiedział, że „nie bierze odpowiedzialności za moją mamę”. Powiedział, że możemy sobie na pogotowie zadzwonić. Albo jechać do domu i w poniedziałek iść do lekarza ogólnego po skierowanie na wymaz covid, po 48h przyjechać. Ja mu powiedziałam, że mama nie ma żadnych objaw koronawirusa. Moja mama była w fatalnym stanie psychicznym i my mieliśmy 3 dni czekać. Przecież to jest lekarz w szpitalu psychiatrycznym i powinien wiedzieć, w jakim stanie przyjeżdża się z chorymi pacjentami na izbę przyjęć. Przecież ja nie przyjechałam z mamą, która ma katar! Dobrze, więc zastanawiamy się z siostrą co mamy zrobić (obok nas znerwicowana mama, przestraszona ze słowotokiem). Dzwonię na pogotowie, przedstawiam sytuację dyspozytorowi, on przełącza mnie z lekarzem dyżurnym, ta Pani nie wiedziała co zrobić w takiej sytuacji. Była po naszej stronie też (tak jak Pani z Toszka) mi tłumaczyła, że lekarz musi przyjąć na konsultacje, po to tam jest. Dyżurna kazała mi czekać na linii, rozmawiała z dyrektorem pogotowia. Po kilku minutach odpowiada mi, że dyrektor powiedział, że w takiej sytuacji muszę, dzwonić na policję, że nam bardzo współczuje i życzy powodzenia. Mijają kolejne godziny, przed izbą przyjęć z chorą mamą. Dzwonię na policję, kolejny raz przedstawiam sytuację, powiedzieli, że przyślą patrol. Czekałyśmy z pół godziny, z roztrzęsioną i płaczącą mamą, która myślała, że po prostu chcemy ją ubezwłasnowolnić. Przyjechali panowie policjanci, bardzo mili. Przedstawiłam kolejny raz im sytuację. Powiedzieli, że już kilka razy mieli takie zgłoszenia. Powiedzieliśmy im, że nie chcą mamy przyjąć, bo gdzieś, na którymś oddziale mają przypadek covid. Prosiłam panów, żeby znów podeszli ze mną do domofonu, żeby słyszeli, co mówi pan doktor. Przecież pisało wizyty, konsultacje ograniczone. Policjanci powiedzieli, że niby cała izba przyjęć jest zamknięta, bo może mieli kontakt z osobą chorą na koronawirusa i że od piątku tam siedzą bez wyjścia (kwarantanna), bo już wtedy mieli takie wezwania. Ale to były ich domysły po prostu. Na spokojnie kazali nam kolejny raz zadzwonić do Toszka na szpital. Zadzwoniłam przy policjantach i miałam telefon na głośnomówiący. Znów rozmowa z panią, która po chwili dała lekarza do słuchawki. Lekarz nam i policjantom powiedział, to samo co wszyscy prędzej. Policjant spytał, czy jak przyjedziemy, czy on przyjmie na konsultację moją mamę. Powiedział, że tak (musi), ale nie obiecuje, że przyjmie ją na oddział. Ja powiedziałam, że jak zobaczy jej stan to na pewno. To była dla nas nadzieja, ten lekarz, ten szpital. Ja po kilku godzinach stania pod izbą przyjęć w Rybniku, byłam bezradna. Lekarz na dyżurze bez żadnej empatii, co z przysięgą, którą składał? Pogotowie nam nie mogło pomóc, policjanci też. Jedyna nadzieja była w lekarzu z Toszka. Moja wina, że nie spytałam się tego lekarza, który mówił przez domofon, o jego imię i nazwisko. Mogłam podejść z policjantami, żeby spisali dane lekarza i żeby im powiedział, że odmawia wszystkiego. Wtedy policjanci byliby świadkami. Naprawdę uwierzcie, że nie chciałam, żeby mama była w szpitalu takim jak w Rybniku, ale to była konieczność, była już tam kilka razy, ma tam kartotekę, znają ją lekarze, o ile się nie pozmieniało. Do Rybnika tata, Ja, siostra, brat mamy bliżej, żeby ją odwiedzić niż do Toszka, gdzie nigdy nie byłam. Chodzi o dowożenie mamie przede wszystkim jedzenia i innych niezbędnych rzeczy. Dobrze, więc policjanci trochę nas uspokoili, jechaliśmy do Toszka z nadzieją, że chociaż przeprowadzą z mamą konsultację. To kolejne 50 km, godzina jazdy z mamą w fatalnym stanie. Od samego rana my wszystkie bez jedzenia i picia. Dojeżdżamy do szpitala w Toszku, również drzwi zamknięte, przed domofon Pani nas pyta, czy mamy skierowanie? Tylko ze skierowaniem, mamę przyjmą. Jak pisałam wyżej lekarz z rybnickiego szpitala ani nie dał skierowania, ani odmowy, ani żadnego innego pisma. Nawet się nie pokazał, nawet nie wyszedł do drzwi, żeby choćby zobaczył stan mamy przez szybę. Nawet przeszły mi myśli, czy ja rozmawiałam z doktorem, może to zwykły ochroniarz, czy sanitariusz był. Nasuwa się pytanie, to po co oni tam są na dyżurze? Przecież mama była w stanie zagrażającym życiu, a my godzinami błagałyśmy o pomoc. Kolejny raz przedstawiając sytuację przy domofonie w Toszku, otwarli nam drzwi i wpuścili mamę na konsultację. Z siostrą czekałyśmy przed wejściem, gdzie rozmawiałyśmy chwilkę raz jednym raz drugim sanitariuszem. Powiedzieli sami od siebie, to jest nie normalne, co wyprawiają w szpitalu w Rybniku. Ponoć od dwóch tygodni przekierowują wszystkich pacjentów z okolic Rybnika, Raciborza, Żor, Wodzisławia, po prostu wszystkich do Toszka. Powiedzieli, że oni też mają 3 oddziały zamknięte, bo ktoś ma covid i całe 3 oddziały przechodzą kwarantannę. Ale , że pozostałe oddziały funkcjonują i że, z tego, co wiedzą to w Rybniku jest kilkanaście oddziałów, a jeden przypadek covid. Powiedzieli, że to jest nielegalne, że wywiesili taką kartkę i że totalnie żadnego pacjenta nie przyjmują tylko od razu, karzą jechać na Toszka (takie właśnie było pierwsze zdanie Pani z Rybnika). Przecież to nie były pisma z sanepidu, że zarządzają zamknięcie całego szpitala w Rybniku (wszystkich oddziałów). Sanitariusze powiedzieli, że to, co wyprawia Szpital w Rybniku, to przechodzi wszelkie granice, że to koniecznie trzeba podać do prokuratury. Ale to powinien to podać dyrektor szpitala w Toszku. Nie ja zwykły szary człowieczek. Mam dom, rodzinę i pracę. (brak czasu, nerwów, pieniędzy na adwokatów). Jeśli to wszystko by było łatwiejsze, na pewno tysiące osób podałoby szpital z Rybnika. Oczywiście po konsultacji z moją mamą w szpitalu w Toszku od razu wzięli ją na oddział. Bardzo mili sanitariusze. Wtedy odetchnęłam z ulgą, że moja mama już jest bezpieczna, jest pod opieką pielęgniarek i lekarzy. Widocznie tak miało być. Koło godziny 15:00 dopiero wróciłyśmy z siostrą do domu. Głodne, spragnione, zmęczone całą tą sytuacją. Ja chciałabym nagłośnić tę sprawę, jak traktują ludzi, pacjentów. Tak huczą w telewizji, jak to lekarze się nie mają źle w tym czasie covid. Nie, to zwykli ludzie, najbardziej cierpią w tym czasie. Lekarze i szpitale i inne instytucje wykorzystują covid i najlepiej nakleić kartkę, że jest covid i nie przyjmujemy lub zamknięte do odwołania. Jak to zamknięte do odwołania, przecież nie wiadomo kiedy covid ustąpi, co będzie dalej. Ludzie mają tak cierpieć, umierać, bo na izbie przyjęć lekarz nawet nie spojrzy na pacjenta. To, co on tam robi- naprawdę nie rozumiem, przecież jego wypłata, to nasze pieniądze. Niech zamkną całkiem ten szpital, a ten lekarz niech sobie szuka nowej pracy, nie wiem, może przeszkodziłam mu w spaniu, że był wobec mnie taki chamski i arogancki. Po prostu chciałabym złożyć na niego skargę. Nie wiem, jak się nazywa, ale mam nadzieję, że da się to sprawdzić, kto w niedziele rano był na izbie przyjęć. Bardzo proszę was o pomoc. Naprawdę żaden człowiek zdrowy, czy chory nie zasłużył na takie traktowanie, poczułam się jak zwykły śmieć… Wiedziałam, że mama musi być w szpitalu, a tu przez godziny zero pomocy od kogokolwiek, tylko rozmowy przez telefon i chamskie odzywki lekarza. Przecież normalnie mógł napisać skierowanie na inny szpital, czy tę odmowę, zero jakiejkolwiek pomocy, opieki czy diagnostyki, zero. Nigdy nie byłam w takiej poniżającej sytuacji, i nikomu tego nie życzę. Na całej linii zawiodłam się na tym lekarzu, czy lekarzu, czy tak się zachowuje lekarz. Błagałam po prostu do domofonu, który doktor co chwilę odkładał. Według mnie ten lekarz powinien iść na „kwarantannę” i przemyśleć co robi czy tak się zachowuje człowiek? W porównaniu z tym doktorem to lekarze i sanitariusze z Toszka to Anioły, naprawdę chylę przed nimi czoło. Dzisiaj na spokojnie wiem, że mogę też się skierować do Rzecznika Praw Pacjenta, i w tym wypadku również proszę was o pomoc. Ja, moja mama i mój tata (na pewno wszyscy inni pacjenci i ich rodziny) moglibyśmy opisać co tam się prędzej ciało na szpitalu, ale nie chcę już tego rozgrzebywać. Oczywiście nie chcę wszystkich wrzucać do jednego worka. Nie mogę tego tak zostawić, a sama z tym mogę sobie nie poradzić. Chcę to zrobić dla mamy, która jest dla mnie najważniejsza, która nie zasłużyła na takie traktowanie. To, że człowiek doznał załamania psychicznego, nie powinien być traktowany tak karygodnie! Kto tego nie przeżył- nie zrozumie. Wierzę, że jest cień nadziei, że mi pomożecie. Proszę w imieniu wszystkich ludzi i pacjentów.

Czytaj także:

Wokół Ciebie dzieją się rzeczy ważne lub zabawne?
Nakręciłeś ciekawy film, zrobiłeś dobre zdjęcie?
Interesuje nas wszystko, co interesuje Ciebie i co dla Ciebie jest ważne.
Napisz do nas TUTAJ!

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj