Radio 90

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

 

Zakończył się rajd na wodzie w ramach projektu „Płyniemy Polsko”

Facebook Twitter

Najlepsza okazała się ekipa ze Śremu, na drugim i trzecim stopniu podium dwie ekipy z Rybnika: Ambrozja Team i gospodarze - Moto H2O Rybnik. Przez blisko tydzień 17 zawodników z całego kraju ścigało się na skuterach wodnych, równocześnie zbierając pieniądze na sprzęt do nurkowania dla osób niepełnosprawnych. Takie zajęcia odbywają się na basenie Fundacji PGE Energia Ciepła w Rybniku.

Jak wyglądał wyścig? Mówi Kornel Pająk z Yacht Club Rybnik, organizator akcji:

Było 9 teamów. Nie wszyscy ukończyli, nie wytrzymali tempa. Był to faktycznie Dakar na wodzie. Gdyby nie ta część charytatywna, to nie wiem ilu zawodników ukończyłoby ten wyścig.

Już wiadomo, że udało się zabezpieczyć terapię dla niepełnosprawnych na następny rok, zebrano około 20 tysięcy złotych, ale przed nami jeszcze licytacje, m.in. gadżetów przekazanych przez Roberta Sonika czy Kajetana Kajetanowicza. A za uczestnikami projektu „Płyniemy Polsko” 7 etapów, od Krakowa na wybrzeże przez Dolny Śląsk, aż do Rybnika:

oceniają zawodnicy z różnych teamów biorących udział w rajdzie, nazywanym przez organizatorów „Polskim Dakarem na wodzie”. Od strony organizacyjnej wszystko się udało, cieszy się Dariusz Gryt z Moto H2O, jeden z pomysłodawców projektu „Płyniemy Polsko”:

Wszystko wypaliło, działało jak w zegarku, szczęśliwie dotarliśmy do mety. Każdy etap był trudny. W tym roku Wisła zrobiła nam niespodziankę. Był niski stan wód, musieliśmy uważać. Było parę niegroźnych kolizji, wszyscy wspólnie naprawialiśmy sprzęt. Z nami płynęli prawdziwi sportowcy, na wodzie była rywalizacja, ale poza nią przyjazna atmosfera. 

Uczestnicy rajdu przepłynęli ponad 2 i pół tysiąca kilometrów:

Bardzo długi dystans, w bardzo krótkim czasie. To nie trwało tygodniami, to był jeden tydzień. Każdego dnia coraz większe zmęczenie zawodników. Wiele godzin na skuterze, to jest bardzo męczące… Na szczęście wszyscy sobie poradzili, ale cały wyścig to naprawdę ogromny wysiłek – podsumowuje Jakub Friedenberger, jeden z ratowników zabezpieczających rajd.

On również potwierdza, że najtrudniejszy był odcinek z Gdyni do Darłowa:

Bardzo zmienne warunki i zafalowanie, zawodnicy po tym odcinku nie mieli siły się poruszać. Na sam koniec morza, w okolicy Kamienia Pomorskiego dość wysoka, nieregularna fala dała nam wszystkim w kość. Ale to jest rajd – trudny ciężki, przygodowy.

Kolejny rajd za rok, to pewne. Swój udział już zapowiedzieli zawodnicy z zagranicy, m.in. z Kanady i Stanów Zjednoczonych.

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj