Zielona sieć, która oplotła miasto

Szacowany czas czytania: 10:00
Aleksandra Klich, autorka książek, publicystka, menedżerka kultury, uczestniczyła w projekcie „Rybnik – w stronę zielonej przyszłości” jako dyrektorka Biblioteki w Rybniku. Ze swoim zespołem odpowiadała za strategię komunikacyjną i stworzenie Archiwum Pamięci Rybniczanek i Rybniczan.
Ostatnio, w drodze do pracy, często zakładam słuchawki. Nie dla muzyki czy porannych wiadomości, ale by posłuchać historii opowiadanych przez Rybniczanki i Rybniczan na www.archiwumrybnik.pl.
Monika Glosowitz i Agnieszka Lniak, adiunktki Uniwersytetu Śląskiego, nagrały je w ramach europejskiego projektu „Rybnik – w stronę zielonej przyszłości”. To niezwykłe opowieści.
Jadę wzdłuż połyskującej w słońcu tafli Zalewu Rybnickiego, który ma zaledwie 55 lat, i myślę o świecie, w którym go nie było. O ludziach, których domy zalano, żeby powstał, i o tych, którzy go budowali. O tym, jaką wielką zmianę przyniosła ta wielka woda, która miała chłodzić turbiny Elektrowni Rybnik.
Patrzę, jak po półwieczu rośnie nowa elektrownia – gazowa. Mniejsza, mniejsza od starej. Za chwilę zaczną znikać szare, zużyte kominy starej elektrowni. Ledwo pół wieku minęło – i znów zmiana. Tylko zalew pozostanie: wielki i piękny, otoczony kożuchem zieleni i pasmami ścieżek rowerowych.
W historiach ludzi, którzy opowiadali Monice i Agnieszce o swoim Rybniku, uderza jedno: wszystko może się zmienić, ale my som stond. Poczucie zakorzenienia i siły z tego płynącej jest trwałe.
Mateusz Banaszkiewicz z „Kabaretu Młodych Panów” i bloger książkowy, ambasador projektu „Rybnik – w stronę zielonej przyszłości”, mógłby mieszkać wszędzie. A jednak został w rodzinnym Rybniku:
Stąd wszędzie blisko. Będąc w Rybniku, nie mam poczucia, że coś ważnego tracę. Na pewno – gonitwę i pogoń, ale zyskuję spokój, równowagę i wolność twórczą bez pośpiechu. Tu ja dyktuję warunki, a nie wielkie miasto czy duża korporacja
– mówi.
Stąd nie chce się wyjeżdżać. Ale co dalej?
Miasto, do którego sama wróciłam po 20 latach pracy w warszawskiej korporacji medialnej, rzeczywiście zmieniło się na lepsze: opuszczałam je osnute smogiem, a zastałam zielone, na końcówce zwycięskiej, miejmy nadzieję, walki o czyste powietrze – wspólnej walki aktywistów, urzędników i mieszkańców.
Miasto pełne ludzi, którzy, jak Mateusz, dobrze się tu czują, chcą tu mieszkać, wypoczywać, realizować swoje pasje. Uwodzą nas ścieżki rowerowe, bezkresne połacie zieleni, lasy, kompaktowość centrum i prywatność dzielnic.
Tu jest fajnie. Stąd nie chce się wyjeżdżać. Zresztą, wszędzie jest blisko, łatwo i szybko wrócić: z Katowic, Krakowa, Warszawy, Pragi, Berlina.
A jednak Rybnik i my, jego mieszkanki i mieszkańcy, mamy taki sam problem, jak większość świata: zmienia się klimat, niezbędna staje się transformacja energetyczna i modyfikacja stylu życia. Ludzie migrują. Gospodarka się przeobraża. Trwa wojna hybrydowa. Świat w smartfonie to przestrzeń podziałów, wydawałoby się, nie do zasypania. Emocje się kotłują, młodzi i starsi nie radzą sobie z emocjami, system edukacji wymaga pilnych zmian.
A do tego mieszkamy na Śląsku, regionie hut i kopalń. Co z nim dalej? Nawet jeśli kominy i hałdy znikną, nadal będziemy żyć w ich cieniu – tak długo przecież były z nami, ukształtowały styl życia naszych starek i starzyków. Jak żyć bez nich? Jak odnaleźć się na nowo? Co budować? Jaki ma być nasz Śląsk? Te pytania zadawaliśmy sobie wielokrotnie, zanim prawie trzy lata temu przystępowaliśmy do realizacji europejskiego projektu „Rybnik – w stronę zielonej przyszłości”. Niezwykłego projektu, bo jego celem było rozpoczęcie pracy nad nami samymi, naszym stylem życia, postawami. Krok po kroku.
Wiedzieliśmy, czego chcemy. Budowanie autostrad, stadionów, sal koncertowych jest ważne. Ale równie ważne jest budowanie odporności. Dziś może najważniejsze – przez ostatnie 30 lat tego nie docenialiśmy.
To brzmi trochę dziwnie, szczególnie dla inżynierów: jak zbudować coś tak abstrakcyjnego, jak odporność?
Budować mosty
A odporność to sprężystość, która pozwala przetrwać kryzysy. Umiejętność szybkiego reagowania i szybkiej obrony. Nauka zdobyta dzięki doświadczeniom. Wiedza o tym, jak małymi krokami iść naprzód. Bo kryzysy przychodzą tylko wtedy, gdy nie jesteśmy przygotowani. Kiedy jesteśmy, żaden kryzys nam niestraszny.
Odporni indywidualnie i jako wspólnota, bez względu na to, co się stanie, zachowamy spokój i rozsądek. Nie ulegniemy panice, manipulacjom, spiskom. Nie damy się podzielić. Będziemy chronić siebie, swoje dzieci i wszystkich, którzy potrzebują naszej ochrony.
Co zrobić, by się udało? To pytanie towarzyszyło mi od chwili, gdy usłyszałam, że przystępujemy do realizacji projektu.
Odpowiedziałam sobie słowami Krzysztofa Czyżewskiego, wybitnego poety, animatora kultury, twórcy Ośrodka „Pogranicze”, najlepszego eksperta od dialogu.
Trzeba budować mosty – do ludzi. Łączyć, co się da. Tworzyć miejsca spotkań i preteksty do spotkań. Wychodzić od siebie do innych. Oswajać obcego i sprawiać, by stał się bliskim.
Poczucie bezpieczeństwa zapewni nam wysiłek, który włożymy w działalność społeczną, kulturalną i w zakorzenienie własnej tożsamości. On sprawi, że poczujemy się, jak u siebie – mocni. Bo kiedy mam swoje miejsce, to mam siłę. „Ludzie pozbawieni zakorzenienia, poczucia wspólnoty, łatwiej ulegają ideologiom prowadzącym do nienawiści i przemocy. Potrzebujemy czasu na odbudowanie tego zakorzenienia” – mówi Czyżewski. Bo to jest siła, która pomaga przetrwać najgorsze kryzysy.
Sieć oplotła miasto
Jeśli ma się udać, musi nas być wielu. Szkoła społeczna, czyli Stowarzyszenie Oświatowe „Rodzice Dzieciom”, Stowarzyszenie 17-stka, Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS, Fundacja „Superfundacja”, rybnicki Ośrodek Pomocy Społecznej, Biblioteka, Wydział Rozwoju Miasta – świetnie! Stworzymy sieć i opleciemy nią miasto.
Każdy partner to ekspertki i eksperci. Jedni zajmą się zachowywaniem dziedzictwa, drudzy – edukacją przedsiębiorczości, szczególnie tej zielonej. Kolejni ekologią, życiem z naturą, inni kształceniem liderów, ludzi, którzy poniosą zmianę, staną na czele grup mieszkańców i pomogą tworzyć wspólnoty. A jeszcze inni – niemarnowaniem żywności. Przeszłość połączymy z przyszłością.
Bo w tym wszystkim nie chodzi tylko o zamykanie kopalń. Śląsk to kopalnie i huty, ale też parki, lasy, rzeki, stawy, język, kuchnia i ludzie, którzy chcą żyć w zgodzie z naturą.
Co dalej? Trzeba wciąż o to pytać, próbować odpowiadać, sprawdzać pomysły, modyfikować je, wdrażać.
Po pierwsze i najważniejsze: by zmienić świat na lepsze, trzeba spotkać drugiego człowieka, popatrzeć mu w oczy i zrobić coś razem. Dlatego potrzebujemy miejsc: otwartych, przyjaznych, darmowych. I właśnie dlatego w Rybniku otwierają się biblioteki, świetlice, kluby mieszkańców, Urban Lab, Centra Aktywności Lokalnej. Również dzięki projektowi „Rybnik – w stronę zielonej przyszłości”.
Warsztaty, wspólna kawa, rozmowy. W takich miejscach można spotkać kogoś, kto pomoże zorganizować wystawę, potańcówkę – albo choćby pomalować ławkę, na której można razem posiedzieć i pogadać.
Bo odporność buduje się przez łączenie, spotkania, współpracę.
Siła małych kroków
Tomasz Rożek, fizyk i dziennikarz, który wsparł nas w działaniach na rzecz projektu, mówi: – Twoje dziecko widzi więcej, niż myślisz, martwi się o świat. Możesz dać mu więcej, niż myślisz, prawdziwą supermoc – moc zmieniania świata. Zacznij od domu, naucz dzieci, jak mogą zostać strażnikami światła i wody. To ich pierwsze łatwe zwycięstwa każdego dnia. A śmieci? To nie odpady, to surowce. Zmień segregację w grę. Łowcy skarbów wiedzą, że każda butelka czy kartonik mogą przemienić się w nowe przygody. Odkrywanie miasta ekologicznym transportem to nie obowiązek, to wasz wspólny czas. Ekologia to miłość do ziemi, której uczysz każdego dnia.
Krok po kroku, powoli, ale konsekwentnie, zmieniamy świat.
Statystyczny Polak rocznie wyrzuca prawie 80 kg jedzenia! Nie zjesz czegoś, co zostało z urodzin? Zawieź do którejś z Lodówek Społecznych, postawionych w różnych miejscach – skorzysta ktoś potrzebujący. Uczymy się też gotować z tego, co wyrasta w naszym ogródku albo u znajomego rolnika. Jemy to, co pojawia się w sezonie. Zdrowo i z jak najmniejszym śladem węglowym. Jeśli dasz radę – mniej mięsa.
Nie odkrywamy nowych kontynentów, sięgamy po stare zasady, sprawdzone przez naszych przodków. Bo oni wiedzieli, jak szanować świat, przyrodę, jedzenie. Zero waste to nic innego jak kiszenie, gotowanie z tego, co zostało z poprzedniego obiadu, upcykling – przerabianie długiej spódnicy, która nam się znudziła, na krótszą, w której jeszcze pochodzimy. A flanca party, wymiana sadzonek, to przecież dawne sąsiedzkie wymianki roślin: ja tobie sadzonkę sałaty, ty mi sadzonkę kalarepy. Najważniejsze jest to, że nie stać nas na marnowanie. Mamy jedną planetę, jeden świat.
To, co było ważne dla naszych przodków, staje się dziś kołem ratunkowym dla nas. Nie tylko niemarnowanie jedzenia i dbałość o przyrodę. Także pielęgnowanie przyjaźni, wartość, którą jest rodzina, wytrwałość, praca. I robienie różnych rzeczy razem: kiedyś to było szkubanie pierza, dziś to rozmawianie, wspólne projekty, dbanie o wspólny kawałek świata, swoją ulicę, dzielnicę.
Kiedy smartfon jest niepotrzebny
Musimy uświadomić sobie, kim jesteśmy: pewnymi siebie, wartościowymi ludźmi z bogatą kulturą i wiedzą. Nasza tradycja – zarówno śląska, jak ta, którą przynieśli ze sobą tutaj przybysze z różnych stron – daje nam narzędzia.
Nasi przodkowie przechodzili przez różne kryzysy, dramatyczne wstrząsy i dali radę. My też damy. Jestem tego pewna, widząc, jak Rybniczanie i Rybniczanki radzą sobie w trudnych sytuacjach, jak potrafią się zorganizować, jak nie dają się ponieść emocjom, podzielić. Robią to, co ważne. Efektem są dobre szkoły, instytucje kultury, wspólnoty aktywistyczne, nowe firmy, również technologiczne.
Ochojec z projektem „Bojanie o Ochojcu” oraz Paruszowiec z „Pamięcią w obrazach i słowach” to projekty niezwykłe, bo wynikające z autentycznej potrzeby mieszkanek i mieszkańców chcących zachować tożsamość miejsca, w którym żyją.
W ramach projektu powstał nowy podręcznik do edukacji regionalnej „Rajza z Majką” autorstwa Marii Stachowicz-Polak, rybnickiej regionalistki i nauczycielki, ze wspaniałymi ilustracjami Bogny Brewczyk. Dzieci kochają miejsce prowadzone na rybnickim Campusie – Centrum Edukacji Regionalnej przez panią Marię, bo tam jest miło i bezpiecznie, jak w domu babci. Domu, w którym smartfon jest niepotrzebny i nikt gdzie się nigdzie nie spieszy. Gdzie można porozmawiać i się pouczyć, gdzie łatwo się skoncentrować. To bezpieczeństwo w życiu, które galopuje.
Energia jest w nas
Wiele z tych projektów prowadzą kobiety: twarde i delikatne jednocześnie, empatyczne, ale też mocno zaangażowane w budowanie różnych wspólnot. Kobiety, które znam, są aktywistkami, świetnie budują świetne projekty, są otwarte na zmiany, dużo czytają, rozmawiają. Bez wahania biorą na siebie rolę liderek. Mają energię, która bez wątpienia pomaga w transformacji.
Co dalej? Choć projekt formalnie się kończy, będzie przecież trwał dalej: w ludziach i instytucjach. Zrobiliśmy tak wiele małych kroków, że złożyły się one na ogromny krok w stronę zielonej przyszłości. Każdy taki krok to większa skuteczność, sprawczość i siła. Nauczyliśmy się współpracować, i to znakomicie, co szczególnie wyraźnie było widać przy dużych projektach: Rybnickim Tygodniu Transformacji w Edukacji, Kierunku: Czyste Lasy, Tygodniu Śląskim i Zielonym Tygodniu.
Każdy z tysięcy ludzi, którzy wzięli udział w projektach, to większa energia. Wspaniała, bo zielona.
Artykuł zrealizowany w ramach projektu „Rybnik – w kierunku zielonej przyszłości” współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021-2027 (Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji), dla Priorytetu: FESL.10.24-Fundusze Europejskie na transformację, dla Działania: FESL.10.24 Włączenie społeczne – wzmocnienie procesu sprawiedliwej transformacji.