Radio 90 logo

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

„Po pierwszym wybuchu ratownicy szli po żywe osoby”. Trwa akcja w KWK Pniówek

Facebook Twitter

Wiemy nieco więcej szczegółów na temat prowadzonej akcji ratowniczej w KWK Pniówek. Mija półtora doby od momentu rozpoczęcia akcji w tej kopalni. Do ułożenia pozostało około 250 metrów lutniociągu.

Jak tłumaczy Edward Paździorko, zastępca prezesa do spraw technicznych w JSW:

Edward Paździorko: Uruchomiliśmy wentylację odrębną, bez niej atmosfera nie była możliwa do podjęcia akcji, żeby zastępy ratownicze mogły rozpocząć pracę. Budujemy linię lutniociągu, etapami posuwamy się do przodu. Stopniowo, ponieważ lutniociąg doprowadza powietrze świeże i usuwa nagromadzenie gazów, które wcześniej uniemożliwiały penetrację wyrobiska przyścianowego. Jesteśmy około 250 metrów od skrzyżowania chodnika nadścianowego ze ścianą. Będziemy tak sukcesywnie poruszać się jednocześnie kontrolując atmosferę. Pamiętajmy, że my musimy również chronić zastępy ratownicze, które idą po tych ludzi, z którymi nie mamy na dzisiaj kontaktu.

Jak dodaje Tomasz Cudny, prezes zarządu JSW, w nocy zapadły decyzje o wycofaniu ratowników:

Tomasz Cudny: Ta decyzja była podjęta zgodnie ze sztuką górniczą, były warunki, które sprzyjały takiemu szybkiemu prowadzeniu akcji, ale warunki się pogorszyły. Pogorszyły się, były bardzo duże wzrosty stężenia metanu i sztab akcji zasugerował, kierownik akcji przeanalizował to i podjął decyzję o wycofaniu ludzi i podjął decyzję o budowaniu wentylacji odrębnej. Zaczęliśmy te prace nad ranem. Wszystko było przez kopalnię przygotowane wcześniej. Każdy odcinek jest analizowany indywidualnie, mierzone stężenia i czasami taki postęp może być 1o, a czasami 25 metrów.

Informacja od górnika po pierwszym wybuchu była około 150 metrów od czoła ściany, pozostali poszkodowani byli po drugiej stronie w okolicach kombajnu. Jak dodaje Edward Paździorko, ratownicy szli po żywe osoby:

Edward Paździorko: Też to, że ten zastęp się tam znalazł, według wszystkich szacunków, jest tylko dlatego, że dostaliśmy informację od pracownika w ścianie przez głośnomówiące urządzenie, że on potrzebuje pomocy. Więc żywy człowiek, dlatego zastęp szedł z ratowaniem życia. To są niezwykle trudne decyzje, je często krytykujemy, że są właściwe, czy nie właściwe. Zawsze tak jak dzisiaj, idziemy po ludzi, tam są nasi górnicy.

Opieką otoczono rodziny poszkodowanych osób

– mówi Tomasz Cudny, prezes zarządu JSW:

Tomasz Cudny: Mieliśmy spotkanie po godz. 8:00 z żonami i bliskimi osób, które są uwięzione jeszcze pod ziemią, przebywały na terenie kopalni, miały do dyspozycji zaplecze socjalne, pojechały na noc do domu. Zaprosiliśmy je na godz. 8:00, przedstawiliśmy na mapie, gdzie prowadzimy akcję, na jakim etapie jesteśmy. Dość tych rozmów kuluarowych, informacja od prowadzących została przekazana.

Czytaj także:

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj