Radio 90 logo

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

Zmieniają się państwa, zmieniają się rządy a kuźnia rodziny Sochów działa od ponad trzystu lat [FOTO, WIDEO]

Facebook Twitter

Kuźnię w Bieńkowicach rodzina Sochów założyła w 1702 roku. Od tej pory przechodziła przez dziewięć pokoleń w posiadanie kolejnych jej członków. Zamiłowanie do tradycji oraz ciężka ludzka praca pozwoliły, aby to miejsce trwało i przetrwało do dziś. Zmieniają się państwa, zmieniają się ustroje polityczne, a oni nadal robią swoje. Poznajcie kowali z pasją z naszego regionu.

Najmłodszym kowalem w rodzinie Sochów jest Robert, syn Jana. 38-latka z Bieńkowic spotkaliśmy w kuźni, przerwał na chwilę pracę, żeby móc nami porozmawiać.

Radio 90: Tradycja kowalstwa w Waszej rodzinie przetrwała już setki lat, to piękna historia.

Robert Socha: Setki, a dokładnie 319 lat. Ta kuźnia, w której teraz się znajdujemy i rozmawiamy, już przeszła przez parę państw.

Radio 90: Pomimo tego, że historia bywa różna i nie zawsze jest łatwa, kuźnia i tradycja przetrwały.

Robert Socha: Pasja i zamiłowanie do kowalstwa to od dziecka. Już w przedszkolu nazywali mnie „Kowol”, nie wiem czemu (śmiech). Od dziecka chodziłem po kuźni, pomagałem, sprzątałem, zamiatałem. Kawałki pręta już wtedy wkładałem do ognia, zagniatałem i wykuwałem. W wieku 15 lat już potrafiłem wykuć wiele rzeczy, sam dźwięk kowadeł, młotów mnie wciągał.

Radio 90: Kiedy powstała kuźnia rodziny Sochów?

Robert Socha: Kuźnia powstała w 1702 roku. Wtedy była jeszcze drewniana, kryta gontem, a w niej palenisko, kowadło, młotki, kleszcze, podstawowe narzędzia kowalskie.

Radio 90: Dotarłeś do historii kuźni także poprzez dokumenty.

Robert Socha: Wszystko jest zapisane nawet w księgach parafialnych. Kiedyś wpisywali imię, nazwisko, no i wykonywany zawód.

Radio 90: Kowal, zwłaszcza kiedyś, to była podstawowa jednostka we wsi.

Robert Socha: Kiedyś to była ważna osobistość, kowal był potrzebny, zwłaszcza we wsiach typowo rolniczych. Podstawowe narzędzia rolnicze: pługi, lemiesze, brony, to wszystko wykonywał kowal.

Radio 90: W Waszej rodzinie ten zawód przetrwał setki lat, jak myślisz, dlaczego tak było?

Robert Socha: Było zapotrzebowanie na kowala, cały czas była robota, kiedyś ona była cięższa niż teraz. Przed wojną w Bieńkowicach było 400 koni i obsługiwały je 4 kuźnie. Tradycja i renoma, która przechodziła z ojca na syna. Ja do dzisiaj mam klientów, których kiedyś ojciec obsługiwał, a kiedyś dziadek. Przede wszystkim trzeba było robić to, na co jest popyt. Ojciec w latach 70. oprócz tego, że był kowalem, musiał zrobić tytuł mistrza ślusarskiego, żeby mógł robić płoty spawane. Takie wtedy były czasy, tu wtedy było jeszcze województwo opolskie. Konie się już kończyły i musiał trochę też przejść na ślusarstwo. W latach 90. już całkowicie przeszliśmy na kowalstwo artystyczne.

Radio 90: Dzisiaj warto być kowalem?

Robert Socha: Na dzisiejsze czasy jest to ciężki zawód. Przy kowadle to nie jest taka praca jak przy CNC, wszystko trzeba zagrzać, a potem wykuć. Sprzętów, które ułatwiają jest więcej: młoty, prasy. Dziś kowal już nie musi mieć tyle siły co kiedyś. Odkąd pojawił się prąd i maszyny, dużo się zmieniło. Nasza kuźnia ma 319 lat, a jeszcze nie minęło 100 lat, odkąd jest prąd. U nas na wsi elektryfikacja była dopiero w 1926 roku. Przeszło 200 lat trzeba było pracować bez prądu, wszystko przy użyciu mięśni.

Radio 90: Co kiedyś robił kowal, a co robi dzisiaj?

Robert Socha: Kiedyś kowal podkuwał konie, produkował obręcze na wozy, okuwał tzw. rafy. To też była ciężka praca, bo całe „rafy” trzeba było zagrzać, tak samo koniowi okuć cztery kopyta. Dziadek mówił, że pod naszą kuźnią było 10-12 koni dziennie, od 5.00 rano kolejka była aż do sąsiada. Jeszcze widać haki w ścianach, na nich konie wisiały do podkucia. Kiedyś koń musiał do kowala przyjechać, dzisiaj podkuwacz jedzie do konia. Dzisiaj już kowal tego nie robi tylko podkuwacz.

Radio 90: Co wykonujesz na co dzień?

Robert Socha: Płoty, balustrady, to jest taka moja podstawowa praca. Oprócz tego dochodzą też kute wyroby artystyczne. Aktualnie wykonuję takie kute drzewo, pojedzie do jednej z restauracji w Raciborzu.

Radio 90: Wykuwałeś też bramę przy pałacu w Tworkowie czy bramę, która stoi w Pietrowicach Wielkich.

Robert Socha: W 2008 roku wykułem kraty przy witrażach i główną bramę w Drewnianym kościele pw. św. Krzyża w Pietrowicach Wielkich. Na terenie pałacu w Tworkowie wykułem główną bramę i bramę otwieraną w środku.

Radio 90: Dużo przy tym jest pracy?

Robert Socha: Trzeba to wykuć tak, jak kiedyś to było kute, starymi metodami, żeby to wyglądało jak oryginał. Są takie bramy, że wszystkie maszyny stoją i trzeba wszystko wykuwać ręcznie, nitować, robić każdy element ręcznie. To dłużej trwa, ale też jest to dla mnie jakaś pamiątka, mnie już nie będzie, a to zostanie.

Radio 90: To jest piękne, prawda?

Robert Socha: To najbardziej cieszy, jak po sobie człowiek zostawi pamiątkę. Dziadek też zostawił po sobie kilka prac. Robił krzyż w kościele w Bieńkowicach. To jest ciekawa historia, jak kościół był zniszczony w 1945 roku, dach przykryli na szybko, żeby nie padało do środka. Jak zaczęli go remontować w latach 90. przywieźli do mnie stary krzyż, był pognieciony, brakowało w nim elementów, zacząłem go czyścić, patrzę a tam napis „Renovierung 1934 rok, majster Johan Socha”- mój pradziadek. Przeprowadzał renowację tego krzyża, ten krzyż ma już ponad 260 lat. Ja jako kolejny z rodu Sochów przeprowadziłem renowację, wymieniłem brakujące elementy i krzyż trafił z powrotem do kościoła.

Radio 90: Jedni niszczą, a drudzy naprawiają.

Robert Socha: Ja lubię naprawiać.

Radio 90: Jeździsz po regionie i widzisz wytworzone przez Ciebie rzeczy?

Robert Socha: Odczuwam radość i uciechę, kiedy na to patrzę. Wspominam często, że to i to robiłem np. 20 lat temu.

Radio 90: Kowalstwo to nie jest jedyna Twoja pasja.

Robert Socha: Trzymam wielopokoleniowe tradycje: dziewięć pokoleń w kuźni, cztery pokolenia w naszej ochotniczej straży pożarnej. Sikawkę konną mamy z 1930 roku. Trzecią moją pasją są motocykle, to już trzecie pokolenie w naszej rodzinie. Trzy motory przedwojenne mam jeszcze po dziadku.

Radio 90: Cenisz sobie zachowanie rodzinnych tradycji?

Robert Socha: Nie każdemu to się podoba, wielu ludzi patrzy w przyszłość, nie każdy interesuje się historią. Ja to akurat lubię.

Radio 90: Zmieniały się państwa, zmieniały się granice, ale kuźnia pozostała.

Robert Socha: Kuźnia pozostała, wszystkim, którzy byli na wojnach, udało się przeżyć. Gdyby dziadek z Syberii z niewoli nie wrócił, to już nie byłoby ani ojca, ani mnie i kuźni już też by nie było.

Radio 90: Wymień, proszę wszystkich z linii męskiej z rodu Sochów, do których dotarłeś.

Robert Socha: Protoplastą wszystkich Sochów w Bieńkowicach, pierwszym kowalem 1675 roku był Johannes Socha. Miał syna Andreasa, który to przejął. Potem był Franz, Urban, Anton, Johan, Alojz, Jan mój tata i ja Robert.

Radio 90: Zawód kowala przetrwa przez kolejne dekady?

Robert Socha: Ciężko stwierdzić, chętnych do tego zawodu nie ma. Na dzisiejsze czasy to jest ciężki zawód. Młodzi ludzie też nie chcą iść do szkoły zawodowej, może to jest wstyd, że ktoś idzie do zawodówki, nie wiem, o co w tym chodzi.

Radio 90: Ale ten zawód potrafi przynosić satysfakcję?

Robert Socha: Nie jest źle, ale to też trzeba umieć robić i trzeba lubić to robić.

Radio 90: Dla Ciebie kowalstwo to pasja?

Robert Socha: To jest przede wszystkim mój chleb, ja z tego żyję, ale lubię to robić. Niekiedy muszę dłużej posiedzieć, żeby dokończyć robotę i zdążyć.

Radio 90: Jakie masz plany na przyszłość?

Robert Socha: Nie chcę z tego robić firmy, bo nie mógłbym robić skomplikowanych prac, one by mi tylko zawadzały. Ludziom we wsi stale się przydaje, trzeba im pomagać z awariami rolniczymi. Ja nie powiem, że nie mam czasu, tylko idę i robię. Jak miałbym firmę, musiałbym nastawić się typowo na produkcję, zatrudnić ludzi. Przykładowo trzeba by wykonać 100 krat miesięcznie. Takie roboty jak ja tutaj robię, to są skomplikowane rzeczy i czasochłonne.

Radio 90: Jakbyś poszedł w tym kierunku, to już tego serca mogłoby zabraknąć.

Robert Socha: No właśnie. Ja wolę zrobić mniej a porządnie.

Radio 90: Jaką temperaturę musi mieć stal, żeby była miękka i plastyczna?

Robert Socha: To zależy od stali, mniej więcej 1000-1200 stopni Celsjusza. Jak ma taką temperaturę, to wtedy zaczyna się kłucie. Jak ma około 600 stopni, to trzeba przestać kłuć, bo już się robi krucha, trzeba dogrzać i dalej kłuć.

Radio 90: Pozyskujesz gotową stal?

Robert Socha: Tak, przywożą na miejsce odcinki 6-metrowe różnego przekroju: kwadraty, okrągłe pręty.

Radio 90: Kowadło to serce kuźni, powiedz coś więcej o Twoim egzemplarzu.

Robert Socha: Kowadło to najważniejszy sprzęt w kuźni. Moje kowadło ma około 200 lat, to kowadło pruskie, waży 289,5 kg.

Radio 90: To jest dobry sprzęt?

Robert Socha: Dobre, stare, sprawdzone kowadło. Przede wszystkim nie jest głuche, bo kowadło można poznać po dźwięku. Jak młotek nie odbija, to znaczy, że nie ciągnie przy kuciu. To tak jak dzwon, jak jest lekko pęknięty, to już też nie ma tego dźwięku.

Radio 90: Ile to kowadło jeszcze przetrwa lat?

Robert Socha: Jak nikt nie poobija tych rogów na bokach, to jeszcze długo będzie służyć.

Radio 90: Powiedz coś więcej o tym Bolku i Lolku w telewizorze, skąd to się tutaj wzięło?

Robert Socha: To był egzemplarz, który kuliśmy na próbę. Jeździmy na sympozja kowalskie do Austrii, Czech, po Polsce. Czasami jest temat dowolny do wykucia, tak było np. w Zakopanem. Czasami jest też dana tematyka, tak było w Ostrawie na zamku, temat „Z bajki do bajki”. Wykuliśmy „Bolka i Loka” w trówymiarze jak wychodzą z telewizora.

Radio 90: To wszystko jest wykute ręcznie?

Robert Socha: Tak jak powinno być po kowalsku. To, co jest cięte, to siekaczem na ciepło, dziury wybijane bez wiertarek. Bez spawarek, wszystko wykonywane jest metodą kowalską.

Radio 90: Te szable i te podkowy wiszące tam na ścianie, powiedz o nich coś więcej.

Robert Socha: Te podkowy co tam wiszą, wykuł mój dziadek w 1932 roku. To są podkowy przeznaczone do chorych kopyt- ortopedyczne, zdrowotne takie buty dla konia. Te szable to jest moja robota, wykonałem to jak byłem w VIII klasie szkoły podstawowej, to było w 1997 roku.

Radio 90: Jakieś najtrudniejsze zadanie dla Ciebie jako kowala?

Robert Socha: Nie ma czegoś takiego, jedyną przeszkodą jest czas. Są takie prace, że robię to, bo to jest prestiż, że to potrafię zrobić. Tak naprawdę, niektóre roboty to jest hamulec, bo to długo zajmuje, ale jak człowiek wie, że to zrobi, to ma satysfakcję z tego.

Radio 90: Nie reklamujesz się zbytnio.

Robert Socha: Wszystko mamy po dziadkach i po ojcu, my nawet strony internetowej nie mamy, a roboty jest tak na dwa lata do przodu.

Radio 90: Kuźnia Sochów przetrwa kolejne setki lat?

Robert Socha: Nie wiem, bo na razie mam trzy córki, ale też są na świecie kobiety, które wykonują ten zawód. Widziałem kobietę, która jest kowalem np. w Portugalii.

Radio 90: Czego Ci życzyć na przyszłość?

Robert Socha: Ja potrzebuję jedynie zdrowia i zdrowia dla mojej rodziny, bo wiadomo, rodzina jest najważniejsza.

Radio 90: Dziękuję za rozmowę.

Robert Socha: Dziękuję

W pobliżu kuźni bawił się z dziećmi 11-letni Marcin Jambor z Bieńkowic, odwiedza często kuźnie, gdzie pomaga i przypatruje się pracy dorosłych kowali.

Marcin Jambor: Przychodzę, pomagam, jak mam wolny czas.

Radio 90: Potrafisz wykuwać?

Marcin Jambor: Potrafię, wykuwam m. in. gwoździe, pomagam niekiedy podbić, przenieść coś, obrócić na drugą stronę np. płot.

Radio 90: Podoba Ci się to zajęcie?

Marcin Jambor: Podoba mi się, najbardziej lubię, jak pali się czerwony ogień, można z niego wykuć dużo rzeczy.

Radio 90: Myślisz, że kiedyś będziesz kowalem?

Marcin Jambor: Może będę, ogólnie mam bardzo dużo zainteresowań. To kowalstwo, elektronika, stare motory, naprawa różnych rzeczy. Lubię też języki obce np. niemiecki.

W Kuźni przywitał nas także ojciec Roberta, Jan Socha. To on nauczył syna fachu, przekazał pasję do kowalstwa i wierność tradycji.

Radio 90: Przez całe życie pracował Pan jako kowal?

Jan Socha: Tak, kuźnię przekazał mi mój ojciec.

Radio 90: Kowalstwo kiedyś a dzisiaj bardzo się różni od siebie?

Jan Socha: Bardzo się różni. Ja jeszcze pamiętam, jak dziennie kuło się po 12 koni. To był wysiłek, od 5.00 rano pracowaliśmy do godz. 21.00. Ojciec zatrudniał pomocników, miał ich 3-4.

Radio 90: Przychodząc tu, wspomina Pan czasy swojej młodości i pracy w kuźni?

Jan Socha: Oczywiście, a idąc do naszego przydomowego muzeum kowalstwa, czuję się jakbym szedł z pamięcią na cmentarz ku czci kowali rodziny Sochów.

Radio 90: Jak Pan uważa, jak to się stało, że ta tradycja do kowalstwa przetrwała przez setki lat.

Jan Socha: Przede wszystkim to musi być zamiłowanie. Praca musi też być opłacalna, żeby można było żyć. Ważna jest też modlitwa.

Radio 90: Pamięta Pan, jak syn tutaj biegał jako dziecko?

Jan Socha: Pamiętam, jak siedziałem na pniaku, Robert tu biegał. Spoglądałem na obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej, który mój ojciec przywiózł w podziękowaniu za to, że przeżył wojnę.

Radio 90: Na sam koniec, czego Państwu życzyć?

Jan Socha: Zdrowia i błogosławieństwa Bożego.

Chcesz wziąć udział lub znasz kogoś, kto może wziąć udział w „Ludziach z pasją”? Napisz do nas. Rozmawiał Przemek Niedźwiecki.

Zobacz film z kuźni rodziny Sochów w Bieńkowicach:

Zobacz zdjęcia:

Czytaj także:

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj