Radio 90 logo

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

To dopiero jego trzecie Boże Narodzenie przy choince, po 40 latach bezdomności

Facebook Twitter

W Radiu 90 historia Grzegorza, wodzisławianina, do którego dwa lata temu została wyciągnięta pomocna dłoń. Nie zmarnował szansy, jaką dostał od losu i nie wrócił na ulicę. Mieszka w Schronisku Brata Alberta w Wodzisławiu i cieszy się każdym dniem zwykłego życia.

Mówi Grzegorz w rozmowie z Moniką Sokołowską:

Byłem 40 lat bezdomny. Nocowałem byle gdzie. Złom zbierałem, oddawałem. Węgiel komuś zrzucałem, to miałem pieniądze. Człowiek ledwo oczy otworzył to zaraz do sklepu na piwo. Ja kiedyś też kradłem. Jak matka się dowiedziała, to wymeldowała. Zacząłem później pić, jak miałem 18 lat. Mój ojciec pił, ja zaraz po nim.

Radio 90: Ta terapia pomogła?

Tak, bardzo pomogła. Idę do sklepu na zakupy, przechodzę obok alkoholu, ale nie kupuję.

Jego życie zmieniło się w momencie, kiedy trafił do szpitala:

Ja byłem tu w szpitalu, nie wiedziałem kto jest za plecami. Odmawiałem i nie chciałem iść na odwyk. Ktoś mnie klepie za plecami. Stop. Na odwyk idź. I to mi pomogło. Później przyjechali po mnie do szpitala, ona, jej mąż, zabrali mnie i na odwyk. Chciałem już przestać całkowicie z alkoholem.

Radio 90: Czyli Pan miał takie poczucie, że Pan chce tej zmiany?

Tak, dość miałem wszystkiego.

Radio 90: Teraz Pan widzi różnicę między tamtym życiem, a tym?

Tak. To różnica duża. To drugie życie, nowe.

Radio 90: A Pan ma jakieś marzenia?

Tak. Żeby nie pić i tutaj się trzymać aż do śmierci. Ja otwieram oczy, mówię różaniec, dziennie.

Ten cud w życiu Grzegorza dokonał się za sprawą mieszkanki Wodzisławia, Urszuli Dybiec. To ona stworzyła bezdomnemu mężczyźnie szansę na zmianę:

Można tak powiedzieć, że jego życie zmieniło się rzeczywiście o 180 stopni. Niewątpliwie przyczyniłam się do tego, ale też wiele osób, które się na to złożyło, bo ogłosiliśmy wtedy też zrzutkę, co niewątpliwie bardzo pomogło w przeprowadzeniu całej tej akcji. Poszło z powodzeniem.

Radio 90: A jak to się stało, że to właśnie Panu Grzegorzowi Pani pomogła?

Na pewno nie było tak, że zupełnie bez znaczenia było to, że znaliśmy Grzegorza, bo to jest taki tutaj nasz miejscowy bezdomny, właściwie chyba z 30 lat u nas, a w bezdomności jest już 40 lat. Tak się to akurat stało, że trafił do szpitala, to był początek, był wtedy zadbany, umyty, przebrany. To było miejsce zaczepienia i można było od czegoś zacząć.

Otoczenie Grzegorza opieką to było nie lada wyzwanie:

To ja wszystko koordynowałam i załatwiałam. Głównie miejsce na odwyku, bo to było trudne, to miejsce znaleźliśmy z dnia na dzień. Wiele innych rzeczy, dotyczących leczenia oka, pracy, miejsca, gdzie będzie potem przebywał po ewentualnym odwyku, jeżeli to wszystko się uda. Ja mam to szczęście i „palec boży”, że to wszystko się udało. Całe szczęście miałam tak, że miał do mnie zaufanie od samego początku. Rzeczywiście nikomu nie udało się go przekonać do odwyku, tylko mnie. Od tego zaczęliśmy, co nie było łatwe. Codziennie go doglądałam, chodziłam za nim po parku, sprawdzając, czy nie zagląda jeszcze do śmietników. To wszystko musiałam nadzorować. Uczyć go, aby nie zaprzepaścić tego. (…) Niejednokrotnie były chwile zawahania, bo to nie było wcale takie proste, Grzegorz też nie jest osobą łatwą. Nie bez powodu trafił na ulicę. Nie był aniołem jako dziecko, mama z nim miała problemy, dlatego jako 18-latek trafił na ulicę. Po chwilach zwątpienia przychodziły lepsze momenty i udawało się to wszystko na nowo sprowadzić na właściwą drogę i pomagać dalej.

Grzegorz mnie nie zawiódł

– dodaje Urszula Dybiec:

Mnie nie zawiódł, siebie nie zawiódł przede wszystkim, bo to najważniejsze. To co zrobił, to zrobił przede wszystkim dla siebie. Wiele osób mówiło, że to nie przetrwa, że on za miesiąc wróci do swojego nałogu, środowiska. Był taki strach i była taka opcja również, że tak może się zdarzyć. Mimo to, nie zniechęcało mnie to. Uważałam, że skoro już zaczęłam to doprowadzę to do końca i przypilnuję tego. Rzeczywiście można powiedzieć, że te dwa lata poświęciłam się temu i rzeczywiście miałam nad tym nadzór. (…) Oczywiście na początku było to codzienne i częste, a potem coraz mniej i teraz Grzegorz jest już samodzielną osobą i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Los postawił tego mężczyznę na moje drodze, nie mogłam przejść obok obojętnie

– podkreśla Urszula Dybiec:

Niewątpliwie jest to satysfakcja. Dzisiaj z perspektywy czasu. Wtedy nie miałam się nad tym jak zastanawiać i kiedy. Natomiast teraz, po tych dwóch latach, myślę, że mogę powiedzieć, że zrobiłam coś dużego, coś na co mało kto by się odważył. Zachęcam, każdy może, to pozwoliło mi też zobaczyć moją determinację, na ile jestem w stanie zrobić coś takiego (…) To był duży projekt. Cieszę się, że mi się to udało.

Radio 90: A Pan spotyka swoich starych kolegów? Rozmawia Pan z nimi? Próbuje ich Pan przekonać do zmiany?

Próbuję. Weź ode mnie przykład nie pij. To nie jest łatwe. Muszą wziąć przykład ode mnie i nie pić. Dobrze się czuję.

– kończy Grzegorz, kiedyś bezdomny, dziś mieszkaniec Schroniska Brata Alberta w Wodzisławiu. W placówce przy ulicy Rzecznej jest 20 miejsc dla mężczyzn, obecnie mieszka tam 17 osób. Można ich wspierać przez cały rok, czekają na każdą formę pomocy.

Czytaj także:

Zobacz świąteczne tematy Radia 90: Boże Narodzenie 2020

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj