Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

 

Nie odchudzajmy moczki! Nie odchudzajmy makówek! [WIDEO]

Facebook Twitter

Święta Bożego Narodzenia, w polskiej czy też śląskiej tradycji, do dietetycznych nie należą. Z jednej strony zwyczaje, które przecież uwielbiamy, z drugiej zaś rozsądek. Czy warto szaleć z jedzeniem w święta?

Z tymi dylematami Joanna Mielimonka udała się do Magdaleny Sierny, dietetyczki i edukatorki żywieniowej:

To jest bardzo dobre pytanie. My czasem sobie myślimy, że będą święta, jesteśmy na diecie, my chcemy schudnąć więc te święta są dla nas dużym obciążeniem. No i tym świętami się stresujemy: wszyscy będą jeść a my nie… Ja zachęcam moich pacjentów i tak ich uczę, że święta nie są od odchudzania. Święta nie są od tego aby cierpieć, robić sobie dietetyczne dania, wręcz przeciwnie. Zachęcam do tego żeby robić wszystko tradycyjnie: nie odchudzamy moczki, nie odchudzamy makówek. Natomiast najważniejsze są ilości. Trochę mamy tak, że w święta czasem sobie odpuszczamy… Normalnie, trzymamy dietę, natomiast w święta puszczają nam wszelkie hamulce i to jest właśnie to, do czego nie powinniśmy dopuszczać. Należy pamiętać, że w święta należą nam się makówki, należy nam się moczka, należy nam się jakaś kaczuszka. Natomiast nie 3 miski moczki i do tego 10 ciasteczek i 5 makówek, tylko rozsądne ilości. Bardzo ważne jest też to aby przypomnieć cudownym śląskim gospodyniom, że święta trwają 3 dni a nie 2 tygodnie. Warto pomyśleć o tym aby tego jedzenia było tyle, żeby to potem nie dojadać długi czas po świętach.

Zdaniem naszego gościa nie warto na siłę modyfikować tradycyjnych przepisów, by były lżej stawne czy bardziej dietetyczne. Lepiej ich nie zmieniać i zachowywać w takiej postaci jak nam zostały przekazane- mówi Magdalena Sierny:

Tych tradycyjnych potraw bym nie tykała.. Niech to będą zdecydowanie te tradycyjne przepisy otrzymywane z dziada, pradziada. Niech tradycja tutaj króluje. Natomiast można gdzieś tam się pokusić o jakiś małe zmiany. Np. sałatkę jarzynową, która jest w każde święta, na każde urodziny, zamiast dużych ilości majonezu, pomieszać majonez z jogurtem naturalnym albo tylko użyć jogurtu greckiego. Kapustkę nie utopić w pół kilograma boczku, tylko dać troszeczkę masełka i zrobić ją taką lżejszą, bo i tak mięsa będą dosyć tłuste … Więc bardziej o takie szczegóły bym tutaj się pokusiła niż o zmianę moczki na bardziej dietetyczną…

Skoro jesteśmy przy świątecznym stole, delektujemy się tym co przygotowały gospodynie, nie sposób nie zapytać w takim razie, jak wyglądają święta u specjalistki czyli edukatorki żywieniowej:

Bardzo tradycyjnie… Zawsze się śmieje, że w święta w końcu mam luz, ponieważ razem z mężem mamy .. nasze święta to jest tzw. „objazdówka”. Jeździmy i do mojej rodziny i do rodziny Roberta i oczywiście tam są wszędzie tradycyjne potrawy. Nikt nie myśli o tym, że będzie gościł dietetyczkę i się tym nie przejmuje. Ja nauczona tą ilością jedzenia i mimo, że jako pani domu powinnam przygotować jakąś potrawę.. ale nie przygotowuję. Dlatego u mnie święta są bardzo fajne, bardzo luźne… Jestem świadoma, że jak jeździmy i jedzenia jest ogrom, i u jednych i u drugich, to jeśli ja bym coś jeszcze przygotowała to byłoby to przysłowiowym gwoździem do trumny. Po prostu trzeba wyobrazić sobie tą ilość jedzenia i nie szaleć.

Magdalena Sierny w tym miejscu apeluje o rozsądne ilości jedzenia na święta a także o niewyrzucanie jedzenia:

No oczywiście jedzenia absolutnie nie wyrzucamy. Tutaj jeszcze raz apeluję o to, by przygotować jak najbardziej właściwe ilości. Natomiast jakieś mięska, które nam zostaną oczywiście można zamrozić i wykorzystać w jakiś inny dzień, zjeść w inną niedzielę, nie trzeba będzie znów pół dnia gotować. Także zachęcam do mrożenia rzeczy, które się do tego nadają. Zachęcam także do tego aby dzielić się jedzeniem, które jest jeszcze dobre z osobami potrzebującymi. Jest bardzo dużo instytucji i punktów, z którymi tym jedzeniem można się podzielić, żeby nie dojadać jeszcze przez dwa tygodnie tych ciastek, ciasteczek bo są to rzeczy którymi można się dzielić i też wśród najbliższych i sąsiadów czy też potrzebujących wokół nas. W instytucjach z otwartymi rękoma przyjmą też dobroci z naszych stołów.

Mieliśmy przed świętami dobre chęci: że tym razem mniej, nie tak tłusto, że będziemy się ruszać… wiadomo – dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło-  stało się: jesteśmy przejedzeni i co w wtedy?

Święta nie są od odchudzania, także jak ktoś ma plan schudnąć w święta, to jest to bardzo nierealne do zrobienia. Już bardzo dużym sukcesem jest utrzymanie masy ciała a jednak trzeba się pogodzi, że troszkę nam może przybyć. Po świętach przychodzi styczeń czyli miesiąc wielkich postanowień noworocznych w tym np. zrzucenia masy ciała i zazwyczaj, wtedy te kilka kilogramów udaje nam się zrucić natomiast pamiętajmy, że święta trwają trzy dni. Po trzech dniach czyli po drugim dniu świat, powinniśmy już wrócić do normalnych, fajnych posiłków: mniej obfitych,ograniczyć słodkości i pomyśleć nad tym jak zwiększyć ilość warzyw, owoców w diecie, których być może w święta było troszeczkę mniej, na rzecz tych wszystkich pyszności i tradycyjnych smakołyków, które podjadaliśmy.

Przewód pokarmowy po świętach powinien odpocząć. Nadmiar jedzenia przekażmy potrzebującym, dobrym pomysłem jest mrożenie mięs pozostałych ze świątecznych obiadów. Co w takim razie zjeść po świętach?

Ja zawsze tak mam, że po takim wielkim obżarstwie ciągnie mnie do koloru zielonego… polecam kolor zielony. Rano na śniadanie bardzo lubię sobie zrobić lżejsze koktajle. Czyli nie – typowe duże, ciężkie śniadanie, które „siedzi” nam na żołądku, tylko właśnie fajnie zacząć ten dzień po świętach, od takiego czegoś bardzo lekkiego: czyli np. koktajl na bazie jogurtu, smoothie zielone ze szpinakiem z natką pietruszki, dodać coś fajnego. Moje ulubione smoothie to: szpinak, sok z cytryny, gruszka albo jabłko i banan. Pięknie wygląda i jest bardzo leciutkie dzięki temu właśnie w końcu możemy dać odpocząć przewodowi pokarmowemu. Wydaje mi się, że dobrym pomysłem są także lżejsze zupy. Można oczywiście dojeść sobie barszczyk czy zupę rybną ale proste zupy krem na bazie różnorodnych warzyw: z cukinii, brokułów. Myślę, że też będą takim całkiem fajnym pomysłem. Ja bardzo lubię takie lżejsze obiady, jeśli w święta najem się mięsa. Bardzo zachęcam do tego aby po świętach jednak trochę od tego mięsa odpocząć i zrobić sobie lżejszy obiad wegetariański.

Radziła Magdalena Sierny, edukatorka żywieniowa z Rybnika, z którą rozmawiała Joanna Mielimonka.

Zobacz cały wywiad z dietetyczką Magdaleną Sierny na wideo:

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj

Jak mija dzień? Sprawdź najważniejsze wiadomości z 27 lutego 2020