Radio 90 logo

Gramy od 25 lat • Cieszyn 95.2 fm • Rybnik 90 fm Słuchaj Online Facebook YouTube Instagram

Ludzie z Pasją: Beata Agopsowicz z Radlina z pasją opisuje miłosne historie

Facebook Twitter

"Kim zawodowo jestem? Trudno powiedzieć". Tak zaczynamy rozmowę z Beatą Agopsowicz, mieszkanką Radlina, żoną, mamą, pedagogiem, mediatorem rodzinnym. Małgorzata Kmieciak spotkała się z pisarką, po której książki ustawiają się czytelnicy w bibliotece w Radlinie. Jak to się stało, że zaczęła pisać?

Beata Agopsowicz z Radlina

Radio 90: Pedagog, mediator rodzinny, teraz pracuje Pani w Szkole Podstawowej numer 3 w Radlinie, wcześniej była Pani urzędniczką. Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać?

Beata Agopsowicz: Pisanie książek to było moje marzenie z dzieciństwa, marzyłam, by zostać sławną pisarką, pisałam do szuflady, startowałam w różnych konkursach… Zapomniałam o tym, ale wróciłam do tego marzenia gdy już byłam żoną i mamą,  zastanawiałam się jak mam przekazać to co dla mnie ważne. A ważne było dla mnie wtedy mówienie o małżeństwie… Tyle małżeństw się rozpadało, a ja byłam przekonana i chciałam o tym mówić, że warto trwać w nierozerwalnym małżeństwie. Z taką myślą zasiadłam do pisania…

Radio 90: Miała Pani wtedy małe dzieci…

Beata Agopsowicz: Tak i postanowiłam, aby to nie był zwykły poradnik, bo trudniej wziąć taką poważną książkę do ręki gdy siedzi się z małymi dziećmi, więc wybrałam lżejszą formę. Moja pierwsza książka opowiada historię młodego małżeństwa, w kryzysie, małżeństwa, które przechodzi kryzys… Nie będę mówić jak przechodzi, musicie Państwo przeczytać.

Radio 90: W pani mediach społecznościowych też jest sporo rad, myśli motywujących…

Beata Agopsowicz: To moja pasja, uważam, że warto motywować ludzi. Badania psychologów wskazują, że aż 40% w poczuciu szczęścia zależy od nas samych! Moim zamiarem jest motywowanie ludzi do szczęścia, by ludzie dążyli do tego, by jakość ich życia była lepsza.

Radio 90: A Pani czuje się szczęśliwa? Marzyła o zostaniu pisarką i oto rozmawiam z Panią jako pisarką, po której książki, tu w bibliotece w Radlinie, ustawiają się kolejki.

Beata Agopsowicz: Dopiero przyzwyczajam się do myślenia o sobie jak o pisarce, uczę się tego, mój mąż mnie do tego motywuje. A co do poczucia szczęścia, różnie bywa, ale mam taką swoją receptę na życie. Mam dwie rady, jakie sobie powtarzam: by akceptować to czego zmienić nie mogę, ale zmieniać to, na co mam wpływ.

Radio 90: „Kresowa miłość”, najnowsza książka, to historia inspirowana historią rodziny Pani męża?

Beata Agopsowicz: Kilka lat temu mój mąż zaczął poznawać swoje korzenie, ormiańskie. Mamy takie nazwisko, które często jest przekręcane, nawet do ślubu o mało włos co by nie doszło, bo urzędnik zrobił błąd w dokumentach. Mąż wiedział, że ma korzenie ormiańskie, ale w jego domu rodzinnym nie wracano do tego, dopiero on zaczął rozrysowywać swoje drzewo genealogiczne, zaczęliśmy poznawać różnych ludzi- Ormian, którzy kultywują swoje tradycje. Stąd się wzięła „Kresowa miłość”… przeglądałam zdjęcia, zastanawiałam się jak Ci ludzie ze zdjęć żyli, jak się zakochiwali… Te historie rodzinne zaczęły do nas spływać, coraz więcej osób coś sobie przypominało… Historia takiej ciocio- babci mojego męża była kanwą tej powiście, choć wiele rzeczy wymyśliłam. Nie znaliśmy zakończenia nieszczęśliwej miłości książkowej Marii, wiemy tylko, że do końca życia była sama, a przed wojną miała narzeczonego…. Jak ta wojenna historia się ułożyła? Zmyśliłam to, ale już po wydaniu książki, odezwała się do nas osoba, która jest wnuczką brata tego pana i dopowiedziała nam resztę.

Radio 90: Czyli wiecie jak naprawdę to się potoczyło…

Beata Agopsowicz: Nie zdradzę jak jest w książce, ale zdradzę jak było naprawdę. Maria rzeczywiście studiowała we Lwowie, tam poznała swoją wielką miłość, również studenta, który był zaangażowany w Akcję Katolicką, działał w środowisku prawicowym. Jako młody człowiek chciał walczyć, walczył na zachodzie u Andersa. Doszukaliśmy się, że był dziennikarzem, publicystą i nie mógł wrócić do komunistycznej Polski. Maria została w Polsce, rodzina chciała ją przerzucić, ale to się nie udało, więc zostali na zawsze rozdzieleni: on mieszkał w Anglii, a ona żyła w Polsce. Rozdzieliła ich historia…

Radio 90: Każda rodzina kryje historie, tajemnice. „Kresowa miłość” może być inspiracją, żeby poznać historie swoich rodzin.

Beata Agopsowicz: Tak, gdy ukazała się „Kresowa miłość” czytelnicy zaczęli mnie zarzucać swoimi historiami i być może, z którejś z tych historii zrodzi się kolejna książka. Uważam, że siła „Kresowej miłości” polega na tym, że ona jest oparta w dużej mierze na faktach.

fot.facebook.com/Miejska-Biblioteka-Publiczna-w-Radlinie

Radio 90: A jak reagują czytelnicy na tę książkę?

Beata Agopsowicz: Mówią, że to jest dla nich taka podróż do świata, którego już nie ma. Taka sentymentalna podróż. Dla mnie największym stresem był moment, w którym „Kresową miłość” do rąk wzięli prawdziwi Ormianie.  Ja tę kulturę ormiańską dopiero poznawałam ze zdjęć, ze źródeł, a oni tym żyją. Wydawnictwo odesłało tę książkę do znawców, Fundacji Ormiańskiej, ale na szczęście została pozytywnie przyjęta. Byli zadowoleni, że ta książka upowszechnia ich ukochane Kuty, jako stolicę polskich Ormian, piękną miejscowość uzdrowiskową w dawnej Polsce, dziś na terenie Ukrainy. To był dla mnie stres, ale też największa ulga, że udało mi się oddać klimat dawnych Kut i zostało to przez Ormian przyjęte.

Radio 90: A co w rodzinie Agopsowiczów w Radlinie zostało w życiu codziennym z tej ormiańskiej historii?

Beata Agopsowicz: W powieści pojawia się taka zupa gandżabur…

Radio 90: Brzmi groźnie!

Beata Agopsowicz: Dla mnie to też tak brzmiało, gdy pisałam o tym gandżaburze i przyprawie chorut, to znałam to tylko z opisu i mogłam sobie jedynie wyobrazić, ale później natrafiliśmy na rodzinę męża w Bielsku i tam nas uraczono tym chorutem, czyli przyprawą… śmierdząca sprawa:)… to pietruszka starta i gotowana godzinami na mleku. Tego się nie da zamówić, to trzeba zrobić samemu. I mam teraz to w słoiczku. A sam gandżabur to rosół z dodatkiem tej przyprawy, z dodatkiem śmietany, więc to taka zupa zabielana, podawana z uszkami. To zupa przygotowywana na Wielkanoc, od wielkiego święta. U nas w rodzinie teraz próbujemy wrócić do tych przepisów, ale też do całej historii Ormian. Moi synowie bardzo to lubią, mają ogromną widzę, czasami u nich sprawdzam i dopytuję o różne sprawy.

Beata Agopsowicz z Radlina

Radio 90: Na koniec jeszcze poproszę o radę, co zrobić aby wydać swoją książkę?

Beata Agopsowicz: Trudno mi coś radzić, ja sądzę, że miałam szczęście. Pierwszą książkę pisałam w ukryciu, nikt prócz najbliższych, o tym nie wiedział. Potem się zastanawiałam co mogę dalej zrobić. Dla mnie ważne są te wartości chrześcijańskie, więc wysłałam to do wydawnictw o takim profilu… Myślałam, że nic z tego nie będzie, bo nie miałam ani pieniędzy, ani znajomości, ale odezwało się do mnie jedno wydawnictwo…. Miałam szczęście, bo jak mówią w branży pierwsze książki wydaje się za własne pieniądze, a mnie się udało znaleźć wydawnictwo.

Radio 90: Czy po wydaniu czwartej książki, może Pani powiedzieć, że da się żyć z pisarstwa?

Beata Agopsowicz: Nie, to jeszcze nie jest ten etap… Ciągle to jest moja pasja, nie jest to maja praca zarobkowa, aczkolwiek jest lepiej niż na początku.

Radio 90: Dziękuję za rozmowę.

fot.facebook.com/Miejska-Biblioteka-Publiczna-w-Radlinie

Czytaj także:

Najnowsze

R E K L A M A

Polecamy dzisiaj